poniedziałek, 7 lutego 2022

Prawdziwa wspólnota Miłości

 Zamiast swoich przemyśleń wrzucam bardzo inspirujący tekst:


Kościół Miłości

Nie ma stałej formy,

Rodzi się z porozumienia

Między ludźmi.

Nie ma członków poza tymi,

którzy czują się do niego przynależni.

Nie ma konkurencji,

bo nie idzie na zawody.

Nie ma ambicji,

ponieważ chce tylko służyć.

Nie wytycza granic,

bo to nie w zgodzie z miłością.

Nie izoluje się,

bo stara się wzbogacić

wszystkie grupy i religie.

Szanuje wszystkich wielkich nauczycieli

wszystkich czasów,

którzy objawiali prawdę.

Kto doń należy,

praktykuje prawdę miłości całym swoim jestestwem.

Kto doń należy, wie o tym.

Nie stara się pouczać innych;

stara się tylko być i przez swoje bycie dawać.

Żyje w przekonaniu, że cała Ziemia

jest żywą istotą, a ludzie są jej częścią.

Wie, że nadszedł czas ostatecznej przemiany;

dobrowolnego odejścia od egoizmu do jedności.

Nie obwieszcza się donośnym głosem,

lecz działa subtelnie.

Oddaje pokłon wszystkim,

którzy pokazywali drogę miłości

i za to oddali życie.

Nie dopuszcza do pojawienia się w swoich szeregach

żadnej hierarchii

ani sztywnej struktury,

ponieważ nikt nie jest większy od drugiego.

Nie obiecuje nagrody

ani w tym, ani w przyszłym życiu

  • poza radością bycia w miłości.

Jego członkowie rozpoznają się po sposobie

działania, po sposobie bycia i po oczach,

nie po zewnętrznych gestach;

wyjątkiem jest braterski uścisk.

Nie znają lęku ani wstydu,

a ich świadectwo będzie ważne

w dobrych i złych czasach.

Kościół miłości nie zna tajemnic,

misterium ani wtajemniczenia

Poza głęboką wiedzą na temat mocy miłości

i tego, że świat się zmieni,

gdy my, ludzie, najpierw zmienimy siebie.

Wszyscy, którzy czują się przynależni,

należą do tego Kościoła.

Kościoła miłości.


Tekst katarów z 1148 roku.



czwartek, 27 stycznia 2022

Kto wniósł piramidy?

Dzisiejszy wpis będzie strezczeniem książki autorstwa R. M. Schoch, R. A. McNally, Nieznani budowniczowie piramid, tłum. K. Kurek, 2004

    Autorzy książki przedstawiają pogląd, który stanowi wielki przełom w postrzeganiu  najdawniejszych dziejów ludzkości. W książce przedstawione są liczne argumenty i przesłanki za istnieniem rozwiniętych cywlizacji na wiele setek lat przed tym, co głosi oficjalna nauka. Początki cywilizacji mogą sięgać kilkunastu tysięcy lat, przesłanki za jej istnieniem autorzy prezentują w postaci różnych faktów z dziedziny prehistorii, historii, geologii itp. 
       Najstarsze ślady  zaawansownej bytności ludzi znajdowały się w Sundalandii w południowo-wschodniej Azji, w wyniku kolizji z kometami, na Ziemi doszło do wielkich zmian. Poza znacznymi zniszczeniami podniósł się takżę poziom wód na całym świecie, w efekcie czego wiele terenów zostało zalanych. Sugerują to także odkrycia archeologii podowodnej. Sundaland został zalany między 8 a 6 tysiącleciem przed Chr. Poruszona jest także kwestia datowania Sfinksa, który według badań T. L. Dobeckiego został pierwotnie wyrzeźbiony miedzy 7000 a 5000 rokiem przed Chr., za faraonów Chufu, Chafre i Menkaure w Gizie istniały już zabytki minionej cywilizacji. Co więcej istniały rozwinięte osiedla ludzkie na terenie EgiptU już o okresie predynastycznym. Wielkie znaczenie autorzy przypisują piramidom, które były wznoszone na całym niemal świecie: w północnym Sudanie, Mezopotamii, Sumerze, Anglii, Irlandii (Silbery Hill, New Grange), Indiach, w Angor Wat, starożytnych Chinach, Mezoameryce, Ameryce Poudniowej na terenach obecnego Peru, Ameryce Północnej  (kultura Cahokia- znad Misissipi). Najtarsze znane budowle o kształcie piramidy  znajdują się w Aspero w Peru, przy stanowisku archeologicznym w Caral, niedawno zniszczeniu uległa także  prastara piramida El Pariso, budowle pochodzą z około IV tysiąclecia przed Chr. W samym Meksyku mogło istnieć nawet około 100 tysięcy piramid. Wznoszenie piramid miało nastąpić już od IV tysiąclecia przed Chr. Budowle te zapewniały kontakt  z boskimi mocami, znosiły podział między niebem a ziemią. Ludzie wierzyli, że zaburzenie tego kontaktu przyniosło kosmiczne katastrofy. Góry od zarania dziejów były przez ludzi postrzegane jako symbol świata i kosmosu (idea axis mundi), stanowiły mikrokosmos, który  przedstawiał  formę i porządek wszechświata. Na szczytach piramid  składano ofiary niebańskim bóstwom oraz odprawiano inne święte rytuały. Podstawa piramidy  łączyła z kolei z siłami chtonicznymi oraz życiodajną wodą, w centrum  znajdował się człowiek. 
         Według autorów książki ludzkość już tysiące lat temu przemieszczała się między kontynentami. Zwracają tutaj  na niemal identyczne podobienstwa między  kulturą Clovis z Ameryki i kultur.ą solustrejską z Hiszpanii. Ludzie mogli podróżować z Europy do Nowego Świata. Według świętej księgi Majów, Popol Vuh  ich przedkowie przybyli ze wschodu na statkach. Istnieją podobieństwa w mitologiach cywilizacji z całego świata, przykładowo między Mezoameryką a Egiptem. Zwraca się róznie uwagę na olmeckie kamienne głowy, ktore noszą  rysy typowo afrykańskie, sycylijskie i greckie. Z kolei malowidła z miasta Majów, Chichen Itza ukazują 3 grupy ludzi różniące się kolorem skóry. Kolejne źródła archelogiczne za wędrówkami ludności dostarczają badania prowodzaone przez antropologa Andrzeja Wiercińskiego, szkielety ludzi znalezione w Tlatilco noszą ślady pokrewieństwa z ludnością Afryki, z kolei Indianie z lasów Amazonii są spokrewnieni z ludnością Azji południowo-wschodniej (kultura Jomon). Pradawni żeglarze mogli  drogą oceaniczą przybyć na tereny obecnego Ekwadoru. Istnieją znaczne podobieństwa w wyglądzie piramid Majów i budowli w Angor Wat. Ponadto wskazywane są także "roślinne dowody" na kontakty Starego i Nowego Świata, wymienia się tutaj występowanie kukurydzy, tylkwy, bawełny na obu obszarach. Biorąc pod uwagę te fakty, autorzy stawiaja teorię, że ludzie którzy kilka tysięcy lat temu wznosili piramidy  wędrowali po cały świecie. i rozpowszechniali swoje tradycje. W żegludze transoceanicznej wykorzystywano prądy morskie. Skandynawski podróżnik Thor Heyerdahl  na tratwie z drzewa balsy przełpłynął z Egiptu do Ameryki Południowej. Dzięki zastosowaniu modyfikacji  rufy  łodzi  zdołał przepłynąć z Maroka na Barbados w ciagu 57 dni. Co ciekawe wiedzę o wzmocnieniu rufy okrętu uzyskał od ludu Ajmara znad jeziora Titicaca. Tratwy oceniaczne  pływały na trasach między Azją a Ameryką Południową. Istniały drogi morskie w postaci prądów oceanicznych między Atlantykiem a Andami oraz Pacyfikiem i Mezoameryką. Wskazywane są podobnieńswa. między piramidami Olmeków z La Venta a budowlami w starożytnych Chinach, Zwraca się uwagę na zbieżność upadku dynasti Shang i rozwoju kultury Olmeków około 1122 roku przd Chr. Intrygujący jest także kształt miedzianych sztabek z Ameryki Północnej, których wygląd jest zbieżny z europejskimi.  
        W kolejnym z rodziałów książki przedstawiono wpływ katastrof naturalnych z upadkami danych cywilizacji i wędrówkami ludności. Tutaj  omawiane są badania dendrochronologiczne z Irlandii i Grenlandii przy których można zauważyć lata, w których wzrost drzew był mocno ograniczony lub wręcz zatrzymany, w związku z katastrofalnymi warunkami klimatycznymi. Katastrofy były związane z aktywnością komet pochodzących z obłoku Oorta. Kolizje komet z Ziemią występowały co kilkaset lat m. in. około 1150 r. przd Chr., w latach 536-538, kiedy  w basenie Morza Śródziemnego panował głód i zaraza, w 1628 roku przed Chr. z nieba w Babilonii znikła Wenus, w tym czasie w Egipcie miał miejsce tzw. Okres Przejściowy naznaczony niepokojami społecznymi, w 2345 przed Chr.  upadło Stare Państwo w Egipcie, doszło także to upadku cywilizacji w Akadzie oraz cywilizacji w dolinie Indusu W 3150 roku przed Chr. na niebie miały pojawiać się "smoki" czyli komety wraz z tym pojawiły się pierwsze piramidy  na terenie Sumeru, w Aspero i budowla w Stonehange. Kolizje z kometami i wznoszenie piramid były ze sobą powiązane. Te wysokie budowle miały na celu przebłagać bóstwa i odbudować zaburzoną harmonię. Powszechnośc motywu Byka w Egipcie, na Kreciem, w Lascaux jest wiązana z astrologią i konstelacją Plejad, która fascynowała wiele cywilizacji, szczególnie lud z Teotihuacan. 
         W następnym rozdziale jest mowa o wielkiej cywilizacji jeszcze przed  budowaniem piramid. W mitologiach  ludów na całym świecie wspominany jest "złoty wiek", w Egipcie: Sep Tepi czyli czas harmonii i porządku,  podobnie w Grecji, podania o Atlantydzie  mogą być świadectwem zaginionej, zaawansowanej cywilizacji. Jej zniknięcie mogło się łączyć ze zmianami klimatycznymi  między 10 a 8 tysiącleciem przed Chr. W połuduniowych Chinach widoczne są ślady cywilizacji w postaci ręcznych siekier, na obszarach obecnej Tajlandii  znaleziono ślady uprawy ryżu, kres rozwoju tej cywilizacji położyło ocieplenie klimatu, trzykrotnie podniesienie poziomu wód w latach 11500, 9500 i 6000 przed Chr.Według autorów wynikało to z rozpadu  komety, której odłamki spadły na Ziemię. Na obszarze tzw,. Sundalandu wody podniosły się w latach 4000-3000 przed Chr. Profesor inżynrier A. Nunes dos Santos z Brazylii sugeruje, że to Indonezja była kolebką Atlantydy, Edenu, Avalonu. Tutaj też mogło powstać wiele jęzków azjatyckich. Mitologie z całego świata pełne są opisów wielkich powodzi. Według badań geologów A. i E. Tollmannów z Uniwersytetu Wiedeńskiego w przekazach ludności autochtonicznej są wzmianki o  biblijnym potopie, który miał mieć miejsce w połowie 8 tysiaclecia przed Chr., na podstawie przekazów ustnych ludności wyliczono nawet dokładną datę: 23 listopada 7553 rok przed. Chr. o godzinie trzeciej nad ranem. Te datacje są zbieżnie z danymi z rdzeni lodowych z Grenlandii, które wskazują na silną aktywność wulkanów lub uderzenia komet. W wyniku kolizji z kometami doszło do potężnych tsunami.  
         Obszar Sundalandu miał być kolebką dalszych cywilizacji, ludność tego obszaru prezentowała zaawansowny poziom rozwoju, znali obróbkę miedzi, brązu, uprawiali ryż, system społeczny opierał się na hierarchii społecznej, zaś mitologia powstała w oparciu o kataklizmy  i chaos w ich świecie oraz dążenia do przywrócenia równowagi w świecie przez wznoszenie piramid, które miały złagodzić gniew kapryśnych bóstw. Swoje tradycje przekazywali dalej aż obiegły niemal cały świat. Dawne cywilizacje był bardziej rozwnięte niż przypuszczamy. Eksodus ludności z tego obszaru nastąpił wskutek podnoszenia się poziomu wód w latach 6000-400 przed Chr. Ludność która udała sie na Zachód zapoczątkowała cywilizacje  Sumeru, Egiptu, Indii, Chin. Tam mieszali się z miejscową ludnością, tworząc kolejne tradycje i kultury Około XIII wieku przed Chr. część ludności z Chin udała się do Mezoameryki, dając początek kulturze Olmeków, oraz cywilizacjom w Peru i Boliwii. Przy czym nie ma tu całkowitej pewności, istnieje wiele niejasności. Wielką rolę odgrywają tu ustne przekazy miejscowej ludności, które w istocie mogą przekazywać  zmitologizowane fakty. Brak zdecydowancyh świadectw nie oznacza że teoria autorów jest błędna. Samo istnienie piramid stanowi świadectwo wspólnoty wierzeń i trosk ludzi na całym świecie. 
          W końcowej cześci ksiązki autorzy  wskazują badania Douglasa. C. Wallace'a z Emory University które przebadał DNA mitochondrialne, z jego badań wynika, że cała ludzkość pochodzi od 18 kobiet z Afryki żyjacych około 144 000 lat temu, oraz 10 mężczyzn którzy byli przodkami wszystkich. Dalsze badania sugerują, że wszyscy Europejczyny pochodzą od 7 kobiet. Z kolei inny włoski badacz Luca Cavalli-Sforza z Uniwersytetu w Padwie twierdzi, że męskie rodowody chromosowe są związane z rozwojem jezyków. Według tej hipotezy 150 000 lat temu wszyscy ludzie używali jednego języka, ale wraz z rozpowszechnieniem się po całej Ziemi w ludzkiej mowie zaszły liczne różnice. Z kolein naukowiec W. Jones dostrzega  wspólne elementy między sanskrytem, łaciną, greką, perskim i językiem celtyckim, inny badacz Merritt Ruhle  wyodrębnił 40 źródłosłowów w językach na całym świecie.  
        Dodatkiem na zakończenie książki jest kwestia datowania Sfinksa, tutaj przedstawione są argumenty za tezą o datacji tej prasterej budowli na okres 7000-5000 lat przed Chr. Autorzy uważają, że postęp cywlizacji nie zachodził skokowo i był o wiele bardziej rozłożony w czasie. Na wcześniejsze zaawansowanie cywilizacji wskazują choćby potężne obwarowania  miasta Jerycho z około 8900 roku przed Chr., o murach wysokich na 6 metrów i grubych na 2 metrów. Z kolei Paleta Libańska  datowana na okres 3300-3100 przed Chr. również pokazuje obwarowne miasta. Książka skłania do przemyślenia całej naszje historii i może być zapowiedzą wielkiego przełomu w postrzeganiu przeszłości ludzkości. To swoiste streszczenie książki ma na celu przede wszystkim zainteresować i zachęcić do jej lektury oraz zgłębiać poruszoną tematykę.

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Szkodliwa żywność

 

    Tekst powstał w oparciu o linki podane na końcu, jest skrótem, częściowo przeredagowanym, problem od dłuższego czasu nagłaśnia Pan Marcin Bustowski.

    Według raportu NIK Polacy statystycznie spożywają ok. 2 kg dodatkowych substancji, w dodatku brakuje odpowiedniego nadzoru nad ich stosowaniem. W jednym artykule spożywczym obecnych jest średnio pięć substancji dodatkowych, przy czym, nie bada się wzajemnych między nimi relacji. Z badania NIK wynika, że w jednym dniu można przyswoić nawet  85 różnych substanckji E. Na stosowanie substancji dodatkowych na tak dużą skalę pozwala obecnie obowiązujące prawo polskie i Unii Europejskiej. Jest ono w tym zakresie bardzo liberalne.

    NIK zwraca uwagę, że przepisy prawa wymagają zapewnienia bezpieczeństwa każdego z dodatków używanych osobno. W żaden sposób nie odnoszą się one do ryzyka wynikającego z obecności w środkach spożywczych więcej niż jednego dodatku, czy ich kumulacji z różnych źródeł. Na przekroczenie norm dziennego zapotrzebowania najbardziej narażone są dzieci do 10. roku życia. Dodatki do żywności mogą stopniowo prowadzić do alergizacji organizmu.Główny Inspektor Sanitarny, który nadzoruje jakość zdrowotną żywności, nie wdrażał i nie  inicjował działań, które miałyby potwierdzić lub zaprzeczyć, że istnieje ryzyko związane z używaniem substancji dodatkowych

    Jako dodatki o wysokim potencjale pronowotworowym wymieniono konserwanty: 
kwas benzoesowy (E 210) i jego pochodne oraz azotyny i azotany (E 249, E 250, E 251, E 252). W ekspertyzie stwierdzono ponadto, że częste używanie kwasu askorbinowego E 300 może przyczyniać się do powstania nadkwasoty, tworzenia kamieni nerkowych, a w wyniku jego reakcji z benzoesanem sodu E 211 uwalnia się rakotwórczy benzen, benzoesan sodu zwiększa ryzyko pojawienia się alergii, a siarczany zakłócają pracę jelit. Popularnym wzmacniaczem smaku jest E 621, czyli glutaminian sodu. Prawdopodobnie jest on odpowiedzialny za zawroty głowy, kołatanie serca, nadmierną potliwość oraz zaczerwienienie skóry, ale każdej osoby dotyczy to w sposób indywidualny.

    Raport NIK dotyczący spożycia i stosowania dodatków do żywności wskazuje przekroczenie ustalonych dziennych norm w przypadku niektórych substancji dodatkowych (m.in. azotyny sodu i potasu, kwas sorbowy i sorbiniany, kwas benzoesowy i jego sole, dwutlenek siarki i siarczyny, szczególnie dotyczy to pewnych pewnych grup wiekowych.  Jest udowodniony związek azotynów z nowotworami żołądka oraz zaburzeniami pracy jelit. Dane zostały ustalone w oparciu o ekspertyzę wykonaną na zlecenie NIK przez prof. dr hab. Marka Naruszewicza

    Wybrane wyniki analizy danych inspekcji: 19 dodatków w kiełbasie śląskiej, z tego osiem stabilizatorów, trzy substancje zagęszczające, po dwa: emulgatory, przeciwutleniacze i wzmacniacze smaku oraz jeden barwnik i jeden przeciwutleniacz, 16 dodatków w parówkach, z tego cztery stabilizatory, po trzy: regulatory kwasowości i substancje konserwujące, po dwie: substancje zagęszczające i wzmacniacze smaku, jeden barwnik oraz jeden przeciwutleniacz., 13 dodatków w jabłeczniku sztukowym, 12 różnych substancji dodatkowych w sałatce warzywnej ze śledziem i groszkiem - to szczegółowe wyniki analizy składów wykonanej przez poszczególne inspekcje. Zasadność użycia kilku substancji dodatkowych w ramach jednej funkcji technologicznej oceniła w zleconej przez NIK ekspertyzie prof. dr hab. inż. Anna Gramza-Michałowska

Art. 76 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: „władze publiczne chronią konsumentów (…) przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi”. 

 Podsumowując NIK wskazuje brak właściwego nadzoru nad zawartością dodatków do żywności, wobec czego żywność w Polsce nie może być uznana w 100% za bezpieczną.

Pestycydy w żywności według raportu NIK:
- pestycydy stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia konsumentów
w Polsce wzrasta stosowanie i rozwija się czarny rynek pestycydów 
- na wynik badań dotyczących  zawartości i szkodliwości pestycydów trzeba czekać dość długo, często żywność już wcześniej znajduje się sprzedaży

- braki w sprzęcie i niewłaściwa formuła badań uniemożliwiają wykrycie części pestycydów

    Według badan szczecińskich naukowców ponad połowa Polaków jest zatruta metalami ciężki: ołów, kadm, rtęć. Zwiększa to ponad sześciokrotnie ryzyko zachorowania na raka. Dlaczego w szpitalach nie bada się chorych pod kątem ewentualnego strucia metalami ciężkimi? Wiele objawów i co grosze chorób może wynikać z ich obecności.

Zdrowa ryba?

Powszechnie łosoś jest uznawany za bardzo zdrową rybę, ale mało osób wie, że łosoś hodowlany jest bardzo toksyczną rybą.  W łososiu tym można znaleźć m.in. olej hydrauliczny, antybiotyki, rtęć, dioksyny, radioaktywny stront z Czarnobyla i Fukushimy, lakier, bromowe substancje ogniochronne, pestycydy, zarazki chorobotwórcze, hormony wzrostu oraz substancję konserwującą E 210. Takie informacje przedstawiają naukowcy Teksańskiego Uniwersytetu Stanowego, Uniwersytetu Indiany oraz Uniwersytetu z Albany. Związki te mogą mieć bardzo poważne skutki dla zdrowia, np. dioksyna i wysoko toksyczne związki odpadowe  przemysłu chemicznego mogą powodować trądzik chlorowy, ponadto mogą obniżyć odporność lub spowodować cukrzycę albo raka.

Choroby związane z zanieczyszczeniem żywności

Bawarski Krajowy Urząd ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności szacuje, że około 76 mln ludzi na całym świecie cierpi na choroby spowodowane zanieczyszczaniem żywności. Natomiast Światowa Organizacja Zdrowia przypuszcza, że w wyniku zatrucia pestycydami, każdego roku umiera 250 000 osób.W ciągu ostatnich 30 lat podwoiła się liczba zachorowań na nowotwory w krajach uprzemysłowionych. W samej Polsce co roku na nowotwór umiera 100 000 osób.

W przemyśle spożywczym na opakowaniach produktów coraz częściej pojawia się napis: „Nie zawiera sztucznych dodatków”, a to czasami mija się z prawdą. Kontrole pokazały, że na wielu produktach, na których zamieszczona była taka informacja, mimo to miały w składzie sztuczne dodatki. Glutaminian sodu nie był wymieniony, ale zamiast tego pojawiały się takie informacje jak: ekstrakt z drożdży albo ekstrakt z pomidorów, albo białko sojowe czy aromat. Zatem, gdzie kupować? Najlepiej w miejscowych sklepach ze zdrową żywnością.

Czego lepiej unikać?

Szkodliwy składnik

Jak działa?

Gdzie się znajduje?

tłuszcze typu trans

spożywanie większych ilości niż 2 g tłuszczów typu trans przy diecie 2000 kcal dziennie może zwiększyć ryzyko wystąpienia udaru, a także zawału serca

frytki, chipsy, popcorn, ciastka, pasztety, margaryna

kwas fosforowy

jeśli długotrwale spożywa się colę, około 1 litr dziennie, to zawarty w niej kwas fosforowy może osłabić tkankę kostną, a poza tym badania pokazują, że u takich osób coraz częściej dochodzi do złamań kości

cola, soki owocowe, napoje mleczne, napoje izotoniczne

glutaminian sodu

niektórzy eksperci ds. żywienia twierdzą, że może on doprowadzić do chorób, takich jak: Alzheimer czy Parkinson, a do tego zwiększa apetyt

dania gotowe, słone przekąski, dania gotowe, żółty ser, sos sojowy

listeria

w naszym organizmie bakterie te namnażają się w wątrobie oraz śledzionie, a zatrucie zaczyna się od biegunki. W ostateczności może to doprowadzić do niewydolności narządów

produkty garmażeryjne, kiełbasa surowa wędzona

akrylamid

badania pokazały, że może zwiększyć występowanie raka nerek, jelita grubego, macicy i jajnika

frytki, gotowa pizza, chleb, chipsy – mocne podgrzewanie tych produktów powoduje, że skrobia zamienia się w akrylamid

tiabendazol

jest to środek przeciwgrzybiczny, który do naszego organizmu dostaje się przez skórę rąk podczas obierania owoców; w związku z tym może wywołać objawy zatrucia, np. bóle głowy, wysypka, zaburzenia koncentracji

rozprowadzana jest na powierzchni owoców aby zapobiec ich przedwczesnemu psuciu z powodu rozwoju grzybów pleśniowych – cytryny, pomarańcze, banany, limonki, grejpfruty, mandarynki

cyklaminian sodu

jest to sztuczna substancja słodząca, która jest podejrzewana o wywoływanie raka, jeżeli się ją długotrwale spożywa i w dużych ilościach

marmolada, napoje, galaretka, desery

tartrazyna, czyli E 102

nadaje wyrazisty kolor, a powinni jej przeważnie unikać astmatycy i osoby, które nie tolerują aspiryny; długotrwałe jej spożycie i w dużych ilościach może zwiększyć ryzyko wystąpienia raka

sztuczny miód, musztarda, słone przekąski, budyń, kukurydza konserwowa, napoje


Źródła:

https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/sprostowanie-nierzetelnych-informacji-podawanych-przez-dyrektora-generalnego-polskiej-federacji-producentow-zywnosci-andrzeja-gantnera.html
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/e-w-zywnosci-bez-kontroli.html?fbclid=IwAR0hRvNR3qGdeFjqhVQuMwvh6bx2c6uJgC_6N835uNGSeDmBQJBvK3Pt65s
https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Szczecin.-Naukowcy-alarmuja.-Polacy-zatruci-metalami-ciezkimi

https://www.odkrywamyzakryte.com/szkodliwe-jedzenie/?fbclid=IwAR0VZm6JdTmf4ESS2QD8bA08QYbJnPBG5FqmTRfMHcNQkA74LrYTRRqVVzI


niedziela, 26 stycznia 2020

Religijność dawnych Meksykan zwanych Aztekami

         Już jako nastolatek interesowałem się kulturą Indian obu Ameryk. Zaczęło się od książki z serii Tak żyli ludzie W czasach Azteków, Majów i Inków. Początkowo było to zauroczenie barwnością ich strojów i bogactwem kultury materialnej. Stopniowo drążyłem temat w oparciu o literaturę popularną oraz informacji z internetu. Trwało to latami, oczywiście nigdy nie byłem znawcą, było to zwykłe zainteresowanie. Nawet teraz po tylu klatach kultury prekolumbijskie, szczególnie te z regionu Mezoameryki wydają się nadal bliskie. Od kilku lat znów to jakby wezbrało. Nawet mówię samemu sobie, półżartem, półserio, że w którymś wcieleniu byłem mieszkańcem dawnego Meksyku. 
            W ogólnym ujęciu mediów i postrzeganiu ludzi Aztekowie są wiązani z krwawymi ofiarami z ludzi oraz podbojem przez Hernana Cortesa. W zasadzie na tym często się poprzestaje. Dla nas rzuca się w oczy okrucieństwo i bezwzględność oraz fanatyzm religijny Azteków. Warto  pamiętać, że Europa miała także w swoich dziejach czas okrucieństwa, przemoc przewija się nieustannie w dziejach ludzkości. Ponadto w kulturach wielu ludów starożytnych miały miejsca ofiary z ludzi. Ograniczę się tylko do tych ogólnych stwierdzeń, aby ponownie wrócić do głównego tematu religijności Azteków. W oparciu o dwie książki, które są podane w bibliografii poruszę zagadnienie wiary Azteków. Ograniczę się przede wszystko do zreferowania poglądów, aby postarać się ukazać złożoność zjawiska i przez to możliwość lepszego zrozumienia ich światopoglądu.

       Azteccy bogowie byli w zasadzie pozbawieni ludzkich namiętności, wyróżniali się pewną tajemniczością, nawet nieokreślonością co widać w ich podaniach na temat choćby genealogii danych bóstw. Według Azteków świat został stworzony przez boską parę bóstw: Ometechuhtli ("pana dwoistego") i Omecihuatl ("panią dwoistą"), którzy przebywali w niedostępnym dla nikogo trzynastym niebie. Istniały już wcześniej cztery światy, ale wszystkie uległy zniszczeniu. W obecnym piątym świecie, aby Słońce mogło ruszyć w swoją życiodajna wędrówkę po nieboskłonie potrzebna była ludzka krew "chalchiuatl" - istota życia. W przekonaniu Indian ofiara ludzka pozwalała na to, aby ze śmierci narodziło się nowe życie. Sami Aztekowie uważali, że są ludem wybranym, który w sposób szczególny ma służyć Słońcu oraz pozostałym bogom. Warto tu zwrócić uwagę na mit o stworzeniu człowieka przez Quetzalcoatla, gdzie powołuje on nową istotę, aby była poddanym i sługą bogów. Każde uchylanie się od obowiązków względem bogów było traktowane jak akt zdrady.

            Wielką rolę w życiu Azteków odgrywała symbolika liczb, zwłaszcza 9 - liczba sfer podziemi, 13 - liczba niebios, oraz "zbiór przestrzeni i czasu". Wiek Meksykanów liczył 52 lata, był wynikiem 13 (wiązki lat) pomnożonej przez 4. Rytualny kalendarz składał się z 260 dni był efektem rachunku cyfr 5x4x13... Świat według Azteków jest podzielony na 4 części zgodnie ze stronami świata. Odpowiadają temu także czterej bogowie stworzeni przez najwyższą parę bogów: Tezcatlipoca Czarny - bóg północy, gdzie panuje susza i mgławice, ponadto bóstwo grzechu, magii, Tezcatlipoca Niebieski - Huitzlipochtli - bóg południa, wojny i Słońca szczególnie w zenicie, Tezcatlipoca Czerwony- czyli Xipe Totec - bóg wschodu i wiosny; Quetzalcoatl, który włada zachodem, jego kolorem jest biel, wyraża ona poczęcie i narodziny. Podczas święta ku czci Xipe Toteca  ofiara unosiła dzbany z pulque i ofiarowała je czterem stronom świata. Dwadzieścia to liczba człowieka, suma palców u dłoni i stóp, 20 dni składa się na każdy z trzynastu miesięcy azteckich rytualnego kalendarza tonalamatl (Księga przeznaczenia'), 4 to liczba stron świata, a 5 jest  piątym kierunkiem świata: z nieba do ziemi - góra - dół.  Ta magiczna arytmetyka jest również geografią, ponieważ wszystko ścisłe łączy się z czterema stronami świata i ich właściwościami. One rządzą życiem każdego człowieka oraz jego działaniami.
           Wielkie bogactwo barw, zdobień, tańców, pieśni wszystko podlegało konkretnym prawom i nikt nie mógł ich zmieniać według własnej woli, nawet kapłan. Niebieski był wiązany z ziemskim rajem Tlalocanem, gdzie udawali się jeńcy złożeni na ofiarę. Kolor ten był także symbolem Słońca w zenicie. Żółty był kolorem dojrzałej kukurydzy, zaś czerwień była kolorem schnącej kolby kukurydzy, symbolizowała starość oraz zachód. Czerń była kolorem nocy, świata śmierci, podziemi, grzechu, nędzy, zniszczenia i zła. Symboliczne były także imiona bóstw, Tezcatlipoca "Dymiące zwierciadło" był bóstwem Wielkiej Niedźwiedzicy, ciemnej nocy, czarnej magii, Huitzilopochtli  "koliber z południa" wyrażał także wiarę w odrodzenie poległych wojowników pod postacią kolibra na południu, Quetzalcoatl "Wąż okryty piórami" był zwany także "drogocennym Bliźniakiem",  oznaczyło to, że Gwiazda Poranna i Wieczorna są tą samą planetą Wenus, rano był to Quetzalcoatl, wieczorem pojawiał się jako Xolotl. Tezatlipoca zwany też Titlacauan ("Ten Którego Niewolnikami Jesteśmy"), patron Azteków, zwodniczy, podstępny i przebiegły bóg. Jego wcieleniem jest Huitzilopochtli. Manifestował się on najwyżej jako cień, nigdy w ludzkiej postaci, mógł najwyżej zmieniać kształty. Azteckie bóstwa mają naturę dwoista, Quetzalcoatl jest bogiem wiatru, zachodzącego Słońca i Gwiazdą Poranną, na wieczór gdy schodzi do podziemi staje się psem Xolotlem. Coatlicue jest boginią ziemi, siłą twórczą oraz niszczycielską. 
          Wielkie znaczenie miały także zwierzęta: orły, jaguary, motyle, ropuchy, jaszczury itd. Podczas rytuałów kapłani naśladowali ich odgłosy. Zwierzęta w Meksyku posiadały moc magiczną i mądrość, posiadały także nieśmiertelną duszę, były spokrewnione z bogami. Bardzo ważnym słowem był kwiat "xochitl", posiadał różne znaczenia zależnie od kontekstu, "kwietna woda" oznacza krew, "tańczące kwiaty" to wojownicy, "kwiaty których się pragnie" byli jeńcami na ofiary, w końcu kwiatem nazywano pieśń, boski dar dla wybrańców. W myśli azteckiej serce ożywiała moc nazywana "teyolia" - boski ogień, ten sam obecny w górach, świątyniach, roślinności, zwierzętach itd.Tych kilka przykładów ukazuje jak wszystko było ze sobą powiązane i zmienne w światopoglądzie Azteków.
           Budzące odrazę Europejczyków ofiary z ludzi składano z celu uspokojenia bogów i zyskania ich błogosławieństwa, składali je także sojusznicy Hiszpanów: Tlaxcaltekowie. Ofiary składano regularnie, ale liczba była mniejsza niż podają Hiszpanie, większość rytuałów wymagała jednej, pierwotnie maksymalnie czterech. Na większą skalę składano ofiary w chwilach wielkiego zagrożenia. Silna była wiara, że wszystko jest zależne od udziału bóstw w każdej chwili życia człowieka. Widoczny jest tu silny fatalizm, konserwatyzm. Wszystko było podporządkowane rytuałom dla bóstw, ofiary były nieuniknioną koniecznością w życiu, ich czas wyznaczał rolniczy kalendarz. Nad wszystkim czuwali kapłani, którzy posiadali niepodważalny autorytet i wiedzę na temat bóstw.
          Bogowie byli postrzegani niemal jak złowrogie znaki, mówi się o ich woli, pragnieniach, ale oni sami nie biorą udziału w życiu człowieka choć nim rządzą. Nie pomagają, nie karzą, nie mszczą się ani nagradzają. Życiem Meksykan kierowało przeznaczenie. Carlos Fuentes tak opisuje bóstwa azteckie: Coatlicue, matka bogów w panteonie azteckim, jest monolitem, kondensacja napięcia [...] Jest boginią, a nie istotą ludzką, boginią, które obce jest uczucie zwątpienia, pragnienia pokuty, potrzeba wolności. [...] Bogowie meksykańscy są czymś więcej niż tylko uosobieniem sił przyrody: usiłują być tym, czym przyroda nigdy nie mogła być; czymś innym. Są po prostu w innym wymiarze.  Azteccy bogowie są bardziej siłami nadprzyrodzonymi. Mitologia Azteków jest dziełem warstwy rządzącej i kapłanów, synteza religijna dopiero miała powstać. Została przetrwana wskutek hiszpańskiej konkwisty.
        Maria Sten tak przedstawia myśl aztecką: Wzrok Azteków szuka bezustannie samej istoty istnienia ludzkiego, by dojść do wniosku, że jedynie kwiat i pieśń ("in xocitl in cuicatl"), czyli poezja, mogą uradować Stwórcę, albowiem jedynie poezja jest prawdziwa, gdyż w niej człowiek może poznać prawdę. Poezja jest tajemniczym, zamaskowanym procesem poznawczym, który poprzez symbolizm i metaforę sprawia, że człowiek zaczyna wyrażać to, co nagle i niejawnie zaczęło mu się objawiać. [...] Meksykanie, przekonanie o nietrwałości wszystkiego, co ziemskie, że wszystko jest snem, ułudą, dystans ten zwiększyli, sprawiając, że bogowie stali się nieosiągalni. Aztekowie bali się swoich bogów, którym zawdzięczali wszystko: moralność, rytuały, zjawiska przyrody, pożywienie i wodę, zdrowie, odwagę. W mitologii tej nie ma wydarzeń o zabarwieniu humorystycznym. Bogowie nie znają ludzkich emocji, ich drzewo genealogiczne jest niejasne. Tymczasem człowiek, w całym świecie ma minimalne znaczenie, jest całkowicie poddany władzy bogów, którzy są poza jego zasięgiem. Celem i ostatecznym człowiek jest bycie poddanym bóstw. Pozorne podobieństwa między bóstwami np Xilonen i Demeter są powierzchowne, wyróżniają się odmiennymi rytuałami, same opowiadania o bóstwach, nawet jeśli opisują ich czyny, pomijają uczucia bóstw. Jeśli chodzi charakter bóstw wyróżnia się ich wojowniczość. Maria Sten tak podsumowuje panteon aztecki: Świat bogów azteckich nie miał punktu stycznego ze światem ludzi. Przypominał raczej gęstą siatkę  otaczającą przelotny, złudny świat ludzi, którzy jako poszczególne istoty nie posiadali znaczenia. Musieli służyć bóstwom przez dawanie swojej krwi, wynikało to ze skomplikowanej filozofii Indian i stanowiło najważniejszą powinność, dzięki której życie przyrody i człowieka mogło trwać.

            Na koniec należy uwzględnić "subtelną" (jak określa to Maria Sten) stronę życia Azteków. Dbali oni o edukację swoich dzieci, obojga płci, uczono posłuszeństwa, pokory, pracowitości i samodyscypliny. Dzieci z wyższych klas uczyły się historii, arytmetyki, rolnictwa, rzemiosła wojennego i retoryki. Mówione słowo miało wielką rolę, istniała grupa arystokratów nazywanych "tlamatinime", którzy ćwiczyli się w użyciu słowa tak, aby odnaleźć ostateczną prawdę i jej związek z ludzką naturą. Zadawano sobie podstawowe pytania, układano metafory i przemyślenia. Poeta który napisał wspaniały wiersz postrzegany był jako napełniony tą samą "teyolia", boskim ogniem.  "Kwiat i pieśń" oznaczyły głoszenie poezji i prawdy. Łączyło się to z wielką rolą pieśni i tańców.
        W świecie Azteków wszystko miało dwoista naturę, stąd przeciwieństwa mogły ze sobą współgrać. Dotyczyło to całej kultury oraz całości prywatnego życia człowieka. Według badaczki Elizabeth Baquedano: Dla Azteków łagodność musiała wywodzić się z okrucieństwa, w ten sam sposób jak życie wywodziło się ze śmierci. oczywiście obie dotyczyły zarówno bogów, jak i ludzi, gdyż dwoistość rozciągała się na wszystkie sfery życia. jednostka ludzka była również mikrokosmosem i zawierzała w sobie wszystkie siły świata w najczystszej formie.

Bibliografia:
Bancroft-Hunt, Norman, Bogowie i mity Azteków, Warszawa 1997.
Sten, Maria, Teatr - którego nie było. szkice o teatrze nahuatl, Kraków 1982.


wtorek, 31 grudnia 2019

Rok 2019

         Pod koniec tego roku dobrze zastanowić się jaki był dla mnie i co w nim osiągnąłem.
Z pewnością udało się kilka rzeczy i choć to niewiele z tego, co planowałem, są to zmiany bardzo ważne. Przede wszystkim zrozumiałem jak ważny jest sen, skończyłem z zarywaniem nocy na siłę, z reguły po 23 idę spać, gdy zmęczenie łapie szybciej nawet przed 22. Nauczyłem się odpoczywać nieco w ciągu dnia, co prawda to niewiele, raptem maksymalnie z godzinę bez aktywności. niemniej jednak wiele daje w dalszej części dnia. Ponadto wprowadziłem drzemki na jawie, czyli po prostu rozłożenie się na fotelu i odpoczynek z wyprostowanym kręgosłupem. Mam nieco więcej siły. Niestety w żywieniu sporo niezdrowych rzeczy zjadłem, poza tym nieraz się objadałem i mieszałem. Jednak zawsze mam świadomość, co da mi dany produkt. Liczę się też z tymi konsekwencjami. Wiele jeszcze pracy przede mną. Nauczyłem się ograniczać wreszcie alkohol. Bardziej cenię jasny umysł i sprawność następnego dnia niż zapicie. Wreszcie się udało. Oczywiście w to miejsce sporo kawy. Poza tym zacząłem coś wreszcie czytać, udało się przerobić parę książek, zacząłem także pracę nad oddechem. ruszyłem nieco prace nad opowieścią swojego życia i przyznam, że potrafi wciągnąć Medytacja i joga choć krótkie, wpisały się w plan każdego dnia. Nieco mniej chaosu w moim życiu, ale nadal jest wiele. Jest szansa, że rozkręcę choć nieco swój biznes z hobbystycznymi figurkami. Zacząłem też starać się więcej pomagać innym. W tych wszystkich zmianach jest wiele radości. Mimo to cieszę się, ze małymi krokami robię pewne postępy.
       Oby w Nowym Roku 2020 starczyło sił i zdrowia na dalsze przemiany tak, aby wreszcie zacząć żyć w pełni. Liczba lat zobowiązuje. Najbardziej życzę sobie zdrowia i znalezienia dobrej pracy, w której się odnajdę. Czeka mnie wiele pracy. Oby udało się zrealizować kolejne etapy ku lepszemu i zdrowszemu życiu.

Wszystkim gościom na ty blogu życzę nowego Roku w Zdrowiu, Radości, Spełnieniu oraz Sił i wytrwałości w realizowaniu dobrych zmian w życiu, tak aby żyć w Pełni

czwartek, 14 listopada 2019

Trochę autorefleksji


Żyję w tym ciele już 32 lata, długo by pisać o tym wszystkim co było. Podobno przeszłość nie ma znaczenia w potędze teraźniejszości. Faktycznie rozpamiętywanie minionych dziejów niewiele daje, a już z pewnością kurczowe trzymanie się przeszłości. Przez wiele lat żyłem przeszłością, wspomnieniami. Potem coś się zmieniło, zacząłem z kolei myśleć o przyszłości, bliższej i dalszej, co za parę miesięcy, co za miesiąc, jutro... Wielkie planowania, które w istocie niewiele dawały, każdy dzień szedł swoim biegiem. Wrócę jednak do opisania samego siebie, wielkiego skrótu tego jak to było w moim życiu. Z pewnością wiele to mówi o mnie samym. Zastanawiając się nad sobą warto jednak wejrzeć w przeszłość i pomyśleć do czego to prowadziło, skąd wzięły się te dobre jak i złe rzeczy...

Dzieciństwo miałem dobre, przez pewien czas beztroskie, potem jako nastolatek było gorzej, były problemy w domu, mianowicie alkoholizm. W głębi serca smuciło to, szczęśliwie było bez agresji i przemocy. Jednak zawsze ten lęk, że rodzicie, których bardzo kochałem i kocham się rozejdą. Zawsze bałem się ich rozwodu. Rodziców otrzymałem w tym wcieleniu świetnych. Mimo pewnych wad byli i są wyjątkowi. Jedyni w swoim rodzaju, tak tata jak i mama. Wiele nauczyli, wzbudzali zainteresowania, uczyli dobrego podejścia do życia. W domu rodzinnym było czasem skromnie, ale zarazem dostatnio. Zawsze jako dzieci, był jeszcze młodszy brat, mieliśmy co jeść, rodzice stawali na głowie byśmy wszystko co niezbędne mieli. Za to jestem im wdzięczny.
Jako chłopiec zawsze byłem nieśmiały, ale w miarę towarzyski, choć wybierałem sobie zawsze pewne grono najbliższych osób, rówieśników. Wychowywałem się jeszcze na podwórku, bez telefonu komórkowego, był komputer, ale dopiero gdy miałem 10 lat, zaś telefon gdy skończyłem 19, dopiero gdy wyjechałem na studia do Wrocławiu. Nowinki technologiczne, samochody itp zawsze były mi obce. Byłem i jestem typem humanisty i poniekąd artysty. Od 6 roku życia wykonuję figurki z plasteliny. Wszystko zaczęło się od figurki dinozaura diplodoka, którą wykonał mój tata, zaś mama kupiła plastelinę. Wtedy zaczęła się moja przygoda z plasteliną, która trwa do dziś. W ciszy i spokoju tworzyłem swój świat figurek, od dinozaurów przez świat zwierząt aż po ludzi z ich prehistorią i historią w końcu światy fantasy inspirowane głównie grami PC, na które kiedyś poświęcałem wiele czasu. Lubiłem zabawki, nie zawsze były na nie pieniądze, więc sam wykonywałem ich namiastki z plasteliny np upragniony zestaw klocków lego. Bawiłem się w odtwarzanie bitew historycznych, składanie ofiar przez Azteków, nawet palenie na stosie...
Było nie było, byłem i jestem wyjątkowy tak jak i każdy. Chyba dopiero teraz z wiekiem widzę, że to wielki dar i szansa. Przeszedłem długą drogę i wiem, że to co w życiu najważniejsze to doświadczenie w rożnych płaszcyznach. Z pewnością wielu miało bogatsze życie ode mnie. Sam tylko raz wyjechałem za granicę i to za pracą. Jednak w ukochanym mieście, do którego przybyłem w wieku 5 lat i jego okolicach spędziłem wspaniały czas i nadal tak jest. To jest moje miejsce na ziemi z jeziorem, parkami, ciemnymi zakamarkami, polami, łąkami i pseudo lesistymi terenami.

W moim życiu miałem też swoje traumy., zatem wrócę do moich nastoletnich przeżyć .W wieku lat 12 zakochałem się w pewnej dziewczynie, była to iście platoniczna miłość, czysto idealizująca, zielona. Oczywiście bez wzajemności tym bardziej że brak mi było śmiałości by wyznać uczucie. Niebawem ona wyprowadziła się. Uciekła szansa wyznania. A ja nadal kochałem wręcz patologicznie rozpamiętując. Lata mijały a ja głównie uczyłem się i grałem na komputerze, niestety przyszła największa trauma życia. Mój tata zapadł na nowotwór, bardzo szybko na moich oczach zmarł w naszym rodzinnym domu. Tego dnia wszytko się zmieniło. Moje życia przepełnił mrok śmierci, jej przeszywający cień towarzyszy mi do dziś. Warto wspomnieć, że jako nastolatek byłem bardzo zamknięty w sobie z racji niespełnionej zielonej miłości. Wtedy z mamą nie było jak rozmawiać, tak uważałem, zaś tata starał się dotrzeć, niestety ja byłem totalnie chłodny na to i wręcz grubiański. Tymczasem on naprawdę chciał do mnie dotrzeć. Gdy zmarł na moich oczach pojawił się wielki zal i wyrzut, że nigdy nie powiedziałem mu prosto w oczy jak bardzo go kocham... Paradoksalnie tego samego dnia spotkałem się z ukochaną dziewczyną, akurat byłem u niej w domu... Zostawiłem list z wyznaniem i propozycją spotkania. Potem spotkaliśmy się, jednak, nic z tego nie wyszło, wiadomo spóźniłem się. W zasadzie ten swoisty zawód i potem ostatnie z spotkanie z nią, gdy odmówiła jakiegokolwiek dalszego kontaktu oraz śmierć taty pchnęły do totalnej izolacji. Zamknąłem się w świecie niespełnionej miłości, i śmierci, lęku, stresu. Oddałem się głównie nauce i swojej plastelinowej twórczości oraz muzyce. Ponadto od tego kosza od dziewczyny zacząłem chodzić na spacery najpierw tam, gdzie mieszkała ukochana. Wtedy spodobały się takie spacery, samo chodzenie. W ten sposób pokochałem samotne wędrówki,, szczególnie wieczorne, a noc stała się moją ukochaną, ta jak Muzyka. W ten sposób to one wraz z Naturą i moją Twórczością towarzyszą mi po dziś. Liceum ukończyłem, maturę zadłem, byłem dobrym systematycznym uczniem. Potem, studia historii we Wrocławiu i 2 lata kultury śródziemnomorskiej, chciałem robić doktorat z tego i skupić się głównie na biblistyce, szczególnie na Nowym Testamencie i postaci historycznego Jezusa. Od około 20 roku życia zacząłem się zastanawiać nad swoją katolicką wiarą.

Z gorliwego katolika stałem się poszukującym, wątpiącym, poznałem inne światopoglądy, w tym agnostycyzm, ateizm, racjonalizm, oraz zainteresowałem się różnymi religiami, alternatywnymi drogami duchowymi. Poznałem świat mistyki, duchowości alternatywnej, stałem się w pewnym okresie życia agnostykiem, może nawet przez chwilę ateistą. Zwątpiłem we wszystko, a pomimo natłoku tekstów do czytania na studia zawsze podczytywałem jeszcze swoje "duchowe lektury". W końcu poznałem książki Anthonego de Mello "Przebudzenie" oraz Willigisa Jagera "Fala jest morzem" są to trudne lektury, spore wyzwania, jednak z czasem dotarły do mnie trudne prawdy. Temat swoje duchowej drogi rozwinę przy innej okazji.
W między czasie poznałem pewną dziewczynę z którą byłem, trwało to 1 rok., potem w związku z dwiema zdradami z jej strony rozstała się ze mną. Fakt zdrady był dla mnie wielkim szokiem, mimo to szukałem kontaktu z nią po rozstaniu, trwało to około 2 lata, bez sensu. Z racji niskiej samooceny myślałem, że nikogo nigdy nie znajdę innej dziewczyny. Potem oddałem się studiom, kontaktom z ludźmi na studiach. Z totalnego samotnika stałem się nawet towarzyski, mogłem porozmawiać w zasadzie z każdym na uczelni Poza tym mialem trochę nauki odpowiedzialności. Cenię ten czas, było niezwykle bogaty w kontakty z ludźmi, rozmowy, żarty, była grupka bliskich znajomych. Warto pamiętać, że nie imprezowałem jak przystało na studenta. Tylko okazyjnie trochę alkoholu ale bez ekscesów. W między czasie pojawiły się problemy żołądkowe, głównie z racji wieloletniego stresu, może też nadmiaru kawy, zarywania nocy. Jednak wszechobecny stres latami osłabiał ciało... Zacząłem chodzić po lekarzach i zmieniłem dietę. Z racji duchowych lektur postanowiłem o wegetarianizmie ze względów etycznych. Tak rozpoczęła się moja wielka przygoda z gotowaniem i pieczeniem, trwa to po dzisiejszy dzień. Jest to temat na inny wpis.
Na studiach skupiłem się na najbliższej mi starożytności z kulturą duchową. Wspaniała przygoda ubogaciła też moje duchowe poszukiwania. Gdy trafiłem na gnozę chrześcijańską uznałem, że to jest to, Jezus jako duchowy przewodnik z Ewangelii Tomasza stał się najbliższy, tak trwa to do dziś.

Studia na historii zakończyłem z powodzeniem, chciałem w przyszłości robić doktorat z historii starożytnej, udałem się na studia kultury śródziemnomorskiej, tam poznałem podstawy greki, łaciny i hebrajskiego. Szło bardzo dobrze, ale już wtedy czułem pewne stany rozbicia i zagubienia,z racji tego niespodziewanie postanowiłem rzucić studia i zacząć pracować. Najpierw we Wrocławiu, a potem w Nysie trochę na bezrobociu i wreszcie wyjazd do pracy w Holandii. Tam była ciężka praca fizyczna przy układaniu cegieł, ciężkie towarzystwo, byłem zupełnie sam , ale chciałem tego. W zasadzie bardziej chciałem zdać sie ana samego siebie, zyskać bardziej nawet doświadczenie niż pieniądze, choć te się przydały. Tam jako wegetarianin byłem niedożywiony, nie przejmowałem się że jem za mało, ciało bardzo wychudło. Już pod koniec zakończenia pracy nabawiłem się w związku z tym zaburzeń odżywania. Zaczął się nieposkromiony apetyt. Zawsze nawraca po ciężkiej pracy fizycznej. To długa i trudna historia... Z pewnością ratuje fakt, dużej aktywności ruchowej w ciągu dnia.

Jeszcze w latach 2010-2011 byłem z pewną dziewczyną, ta była jedyną, która prawdziwie mnie kochała. Jednak szybko uznałem, że za bardzo się różnimy. Po długich przemyśleniach postanowiłem zakończyć związek. Było ciężko, podczas studiów rzuciłem się w wir nauki, były tez przelotne zauroczenia, te zawsze daremne. Wreszcie po 2 poważniejszych zawodach miłosnych dałem sobie spokój ze związkami z kobietami. Akurat po pracy w Holandii zaczęło we mnie wygasać libido. Potem praca na stażu w muzeum i tak szło. Ciągle zmagałem się z narastającymi stanami depresyjnymi. Gdy zakończyłem pracę, z czasem popadłem w całkowite załamanie, w 2017 roku. Postanowieniem popełnić samobójstwo, wszystko było zaplanowane, ale w zasadzie na noc przed tym wszystkim pewien utwór odmienił moje życie i ruszyłem w spacer życia. Cały dzień chodziłem po okolicach. Zostawiłem list pożegnalny, z diwema możliwościami: przeżyję lub wrócę. Tymczasem w drodze wskutek wycieńczenia i odwodnienia słabłem. W końcu postanowiłem wrócić do domu i zacząć od nowa. Jednak odnalazła mnie policja, uznali że jestem niepoczytalny. Ostatecznie pogotowie zabrało do szpitala psychiatrycznego... Tam z początku zbuntowany, wyciszyłem się, szybko bo po 10 dniach wyszedłem i jakby wszystko wracało do normy. Rodzina była w szoku i w zasadzie straciłem ich zaufanie. Być może teraz coś się zmieniło. Ważne, że zrozumiałem, że życie to dar. Cokolwiek by nie było, chcę żyć i iść przez życie oraz krozystać z jego uroków i możliwości.
Już trzeci dzień kontynuuję wpis, dość chaotycznie, ale jeszcze raz w skrócie: od nastolatka szukanie miłości i zawody miłosne, również dużo czasu na naukę, indywidualną drogę duchową, W końcu porzucenie naukowych planów z racji pogorszenia stanu umysłu, po ciężkiej pracy w Holandii wycieńczenie, niedożywienie i tak stopniowo popadałem w osamotnienie i izolację. Postanowiłem żyć sam, jednak brak życia towarzyskiego i mieszkanie samemu, jako że mama wyjeżdża za granicę, sprawiło, że popadłem w depresję. Po targnięciu się na życie i spacerze życia, zrozumiałem wszystko. Wróciłem do pewnej równowagi na lekach, ale szybko przestały działać. W końcu postanowiłem odstawić leki i znaleźć swój sposób na depresję. Znalazłem to w dużej mierze dzięki aktywności fizycznej oraz szukaniu różnych zajęć w ciągu dnia. Wiele pomysłów i ciągle na wszystko mało czasu. W ten sposób porzuciłem myśli o samobójstwie. Stany lękowe i obawy minęły. Wreszcie uwolniłem się do tego, jednak pojawiała się stopniowa słabość ciała i problemy z ciałem fizycznym. Zaczęły sie badania, pobyt w szpitalu. Ostateczna diagnoza póki co w wielkim skrócie wygląda tak; hipogandyzm gonadotropinowy, anemia i hiponatremia. Niemniej jednak staram się iść przez życie i korzystać z każdego dnia. Tak oto wreszcie kończę ten chaotyczny wpis, w zasadzie nawet jego forma wiele mówi o mnie samym. Temat swoich autorefleksji będę jeszcze kontynuował. Póki co ciągle szukam swoich anapausis i pleromy czyli tłumacząc te gnostyckie pojęcia: odpoczenienia i spełnienia. Cały czas jestem w drodze, wierzę, że znajdę wreszcie to, czego tak szukam,. Gdy tylko uporam się ze swoimi słabościami.



czwartek, 22 sierpnia 2019

Abstynencja seksualna we wczesnym chrześcijaństwie (I – V wiek)

           Tekst jest moim streszczeniem dwóch książek, które przeczytałem (podane na końcu tekstu).

Powszechnie w chrześcijaństwie akceptuje się seksualność w ramach małżeństwa. Jednak już u początków chrześcijaństwa pojawiły się pewne wręcz purytańskie ujęcia seksualności. Warto prześledzić ewolucję poglądów chrześcijan na sprawy dotyczące życia seksualnego. Sprawy te odgrywały bardzo istotną rolę w życiu ówczesnych chrześcijan ich wpływ jest też obecny dziś.
Żydzi powszechnie akceptowali Boży nakaz, aby się rozmnażać, ale już w I w p.n.e. pojawiły się różne ruchy m.in. sekta z Qumran i esseńczycy. Tworzyli oni zakon mężczyzn żyjących w celibacie. W czasach Jezusa na Pustyni Judzkiej i w okolicach Morza Martwego pojawiły się grupki mężczyzn żyjących w odosobnieniu. Pojawiały się postaci ascetycznych proroków, którzy kojarzeni byli z zachowaniem wstrzemięźliwości płciowej. W tamtym czasie w Jezusie widziano proroka, a sprawa jego celibatu nie była tak ważna, stanowiła jedynie pewien praktyczny wymóg. Jezus akceptował monogamiczne związki małżeńskie. Nawoływał do prostoty serca (Mt 5, 28; Mk 7, 21), ale swoim uczniom kazał iść ze sobą, co oznaczało porzucenie swoich domów. Apostołowie żyli we wstrzemięźliwości. Z czasem narastała obcość zwolenników Jezusa wobec zwykłych religijnych Żydów. Ten sposób życia zaczęto postrzegać jako istotę bytowania w królestwie, gdzie nie było małżeństwa. Reszta zwolenników żyjących w małżeństwie nie chciała dopuścić do rozpadu rodzin. Św. Paweł w swoich listach pisał o nowym stworzeniu (Ga 1, 1; 11-12. 15-16 w Flp 3, 21), nowym ciele. Obecne ciało u Pawła jest słabe i zniszczalne (2 Kor 4m 10), stanowi naczynie gliniane, ale już tym ciele jest cząstka ducha. W liście Rzymian (Rz 7, 18; 23-24) ciało jest tym, które wiedzie ku śmierci. Paweł przeciwstawiał ducha i ciało, mówił o konflikcie między nimi, ale istota ludzka pierwotnie nie była rozdarta miedzy ciało i duszę (Rz 8, 11). W Liście do Koryntian (1 Kor 6, 9-10) wymienieni są ci, którzy nie wejdą do królestwa, Pawła gorszyła rozwiązłość pogan. Ciało widział jako świątynię Ducha Świętego. Tym czasem Bóg powołał do świętości. Drobiazgowe poglądy na sprawy małżeństwa i płci znajdują się w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 7, 1-40) m. in. Słowa: dobrze jest mężczyźnie nie łączyć się z kobietą, zachować wstrzemięźliwość, ale wie, że nie każdy może w tym żyć. Niemniej dodaje: Pragnąłbym by wszyscy byli jak ja. Jednak Paweł uznawał, że małżeństwo jest bezpieczniejsze od nieprzemyślanego celibatu. Bardziej chodziło mu o podkreślenie wszystkich więzi społecznych. Bezżenność była czymś lepszym na przyjście Pana. Czas był krótki, a paruzja miała unieważnić małżeństwo. Inaczej małżeństwo ukazano w listach popwałowych (Ef 25, 28-30; Tm 2, 11-13, 15) zwolennicy Pawła ukazali go jako pragnącego zachować małżeństwo, biskup, kapłan mieli żony, zatem dowartościowano małżeństwo. Wspominano o czystości i wstrzemięźliwości, ale pokolenie popawłowe czyniło to z chłodem.
W tym czasie ludzie dobrze wychowani uznawali seks, popęd i śmierć za sprawy tabu, pogan pociągały rygorystyczne przepisy żydowskie. Chrześcijanie wyróżniali się przez odrzucanie rozwodów, ponownych małżeństw, podkreślali wagę czystości, a wstrzemięźliwość zyskała znamiona heroizmu niemal takiego jak w obliczu śmierci. Chrześcijanie uznawali, że wobec nadchodzącej paruzji pozostało niewiele czasu, dlatego lepiej było żyć w czystości. Rabini uznali seksualność, ale poddali ją kontroli. Dla chrześcijan czystość zwiastowała rychłe nadejście nowego stworzenia.
Żydzi i poganie uważali, że abstynencja seksualna, zwłaszcza dziewictwo czyni z ciała człowieka lepszego odbiorcę boskiej inspiracji np. Mojżesz opisywany przez Filona Aleksandryjskiego. Ireneusz i Tertulian bliscy poglądowi, że ciało powoli przygotuje się na niesienie brzemienia Bożego Ducha, ciało stanie się naczyniem dla Ducha Bożego. Z czasem prorokowanie i abstynencje seksualną zaczęto ze sobą łączyć jako od siebie zależne.
Żądza i pożądanie wydawały się czymś niestosownym dla człowieka, którego serce miało być przeźroczyste dla Ducha. Hermas z żoną żył w abstynencji, celem było osiągniecie dziecięcej prostoty – uczciwości w postępowaniu. Z kolei dziewice widziano jak lojalne Chrystusowi. Według Tertuliana abstynencja seksualna stanowiła najskuteczniejszą metodę do osiągnięcia jasności duszy.
Chrześcijanie byli zgodni co do tego, że paruzja będzie zwiastować koniec czasu. Abstynencja dawała możliwość wstrzymania czasu, popęd był jednokierunkowym procesem, trzeba było odciąć się od tej perpetuum mobile. Pojawiły się w związku z tym grupy enkratyków, którzy uważali że Jezus przybył, aby uwolnić od błędu, od związku płciowego. Śmierć będzie tak długo istniała jak długo kobieta będzie rodzić dzieci (Ewangelia Egipcjan). Seks dawał chwilę triumfu nad śmiercią, ale był w nim obecna nuta smutku, każde życie narodzone zmierzało ku śmierci. Pierwotne chrześcijaństwo było bardzo zróżnicowane poglądach na wiele kwestii, konieczne było sformułowanie kanonu pism. Pierwszym był Marcjon z Synopy z II wieku, oparł się on na Ewangelii Łukasza i listach św. Pawła. Tacjan z Syrii dokonał syntezy 4 ewangelii i powstał Diatessaron – zawarł w nim radykalne poglądy na seksualność. Marcjon i Tacjan od swoich wyznawców wymagali abstynencji seksualnej. Marcjon widział ten świat i jego czas pod władzą złego Boga Stwórcy, ten czas był oddzielony przepaścią od nieba Boga prawdziwego, ale Jezus przybył aby ocalić ludzi. Obecny wszechświat był dziełem potęgi twórczej dalekiej od najwyższego spokojnego Boga. Bóg stwórca był Bogiem żydowskiego prawa, prawo wywoływano wielkie napięcie między ciałem a duchem, wiązane było z przymusami społeczeństwa. Jezus przybył, aby uwolnić ludzi od Prawa. Marcjonici odrywali jednostki od społeczeństwa, Kościół ortodoksyjny był temu przeciwny, ponieważ uznawał ważności małżeństwa. Tacjan z kolei stawiał sobie za cel złącznie człowieka z Duchem Świętym i z tego wynikała abstynencja, dusza zaistniała by być poślubioną Duchowi. Według enkratyków (wstrzemięźliwych) Kościół powinien składać się z grup mężczyzn i kobiet żyjących w abstynencji o określonej diecie, pozbawionej wina i mięsa. Odwoływali się do upadku Adama, to seksualność doprowadziła do upadku człowieka. Życie płciowe oznaczało włączenie się w cykl śmiertelności. Prokreacja ukazywała dobitnie przepaść między ludzkością, a Duchem Boga, wynikała ze zwierzęcego świata, ale każdy miał wolną wolę i mógł się jej oprzeć. Wyrzeczenie odbierało śmierci dalsze ofiary, abstynencja czyniła dziećmi. Pisma takie jak Akta Judy Tomasza posiadały bardzo ascetyczny wydźwięk. Dla enkratyków płciowość była znakiem ludzkiego zniewolenia, mówili oni: małżeństwo przemija w niesławie, trwa tylko Jezus. W 2 połowie II wieku działał również Walentyn, przewodnik duchowy i gnostyk. Walentyn uznawał Ewangelię Jana i listy Pawła.. Walentynianie wyróżniali się na tle innych chrześcijańskich gnostyków akceptując małżeństwo, choć bardziej zawansowali gnostycy żyli w celibacie. W gnostyku rozpływały się żądze, uzyskiwał on pełnię harmonii. Kobiety na równi z mężczyznami mogły uczyć innych. Walentyn działał w Aleksandrii, nauczał tam także Klemens, był on wrogi enkratykom. Według niego osoba ludzka przeznaczony jej cel osiąga przez ciało: małżonka i sprzymierzeńca duszy. Klemens reprezentował ideał życia stoickiego, wolnego od namiętności. Kruche ciało było odnawiane przez prokreację. Greccy Autorzy pogańscy twierdzili, że seks powinien być pozbawiony przyjemności. Życie seksualne miało być uporządkowane, według Klemensa seks ma być świadomym aktem wykonanym w służbie Boga, w celu posiadania dzieci. Seks w żaden sposób nie odwodził od Chrystusa. Doceniał uświęcenie małżeństwa, a wdowy zachęcał do czystości.
Społeczne aspekty małżeństwa i rodziny w pismach wczesnochrześcijańskich pisarzy, którzy wpisywali się w ramy rysującej się dopiero ortodoksji znajdują się na dalszym planie. Ważniejsze są zagadnienie religijne i moralne. Nauka ojców Kościoła z II i III wieku nie pozwala odtworzyć tego jaka było małżeństwo i rodzina chrześcijańska, poza tak ważnymi cechami jak jedność, nierozerwalność. Prawdopodobnie chrześcijanie przejęli antyczny obyczaj zawierania małżeństwa, wydaje się na to wskazywać anonimy List do Diogeneta 5, 6) żenią się jak wszyscy. Ignacy Antiocheński nadmienia, że małżeństwo zgodne z wolą Bożą jest zawierane za wiedzą biskupa (List do Polikara 5, 2). Bardzo ogólnikową wzmiankę o małżeństwie podaje Tertulian (Do żony II, 9).
W III wieku ukształtowało się coś co można nazwać estetyką, wrażliwością dziewictwa wstrzemięźliwość dotyczyła ludzi głównie po małżeństwie. Wraz z tym rosła pozycja wdowy, która była bliska statusowi kleru, tyle że nie miała ona święceń. Wielki myśliciel Orygenes widział ciało jako granicę i źródło frustracji, ale też i wyzwanie do przekroczenia tej granicy. Ciało było niezbędne do stopniowego uleczenia duszy, w końcu ciało zostanie przemienione wraz z duchem. Seksualność traktował jako coś przemijającego, niekonieczny dodatek do cielesności. Według Orygenesa dziewictwo było konkretyzacją czystości duszy, dziewicze ciało utożsamiano z pierwotną duszą. Odrzucenie seksualności było afirmacją fundamentalnej wolności także od powinności społecznych, małżeński seks prowadził do prymitywizacji ducha, podejrzewał w tym również lubieżność. Osoby zachowujące abstynencję były uprzywilejowane w Bożym Planie przemiany ludzi. Ciało można przebudować w święty przybytek Pana.
Pogaństwo miało podobne kodeksy seksualności jak chrześcijaństwo, przynajmniej jeśli chodzi o elity, również charakteryzowały się surowością, ale nie były tak radykalne, nie wychwalało życia w absolutnej wstrzemięźliwości. W III wieku Metody twierdził, że prawdziwe potomstwo rodziło się z głoszenia Ewangelii, sporo kobiet nie miało wystarczającej ilości kandydatów wśród chrześcijan, dlatego też było sporo dziewic. W Aktach Judy Tomasza wielki nacisk kładziono na czystość mężczyzn, którzy wręcz w ciałach nosili osobę Chrystusa. Dziewice postrzegano jako panny młode poślubione Chrystusowi, wtedy stawała się ona święta i niedostępna dla innych.
Na zachodzie ośrodkiem abstynencji seksualnej był kler. Euzebiusz pisał o 2 drogach chrześcijaństwa: 1 – poświęcenie Bogu, 2 - łagodniejsza i bardziej ludzka: życie w rodzinie. W okresie późnego cesarstwa nastąpił triumf purytańskiej moralności, uznawali to Żydzi i poganie. W IV wieku całkowite wyrzeczenie się seksu było powszechnym wychwalanym rysem życia chrześcijańskiego. Żywot Antoniego mówi o mnichu, który zmagał się ze swoimi żądzami na pustyni. W Egipcie powstało wiele kolonii ascetów, uciekających od świata na pustynię. Popęd traktowano jako wiodący do małżeństwa, a to z kolei do struktur społeczeństwa. Asceci uważali, że ludzkie ciało to układ samowystarczalny, może pracować na własnym cieple, a ciepło zyskiwano tylko przez trochę jedzenia. W ich życiu ważną rolę odgrywał post i ciężka praca. Ci asceci uważali, że nieśmiertelny duch może być oczyszczony i wysubtelniony przez glinę ciała.
Grzegorz z Nyssy twierdził, że rozdział płci to element nienormalnej sytuacji ludzkich istot, seks sprawia, że walka ze śmiercią jest bez sensu. Ciało Adama było inne, czyste zatem zharmonizowane i uporządkowane. Powrót do tego stanu był ostatecznym celem duszy i ciała. Seksualność nie była karą, choć pojawiła się po upadku wraz ze śmiercią. Bóg wiedział, że Adam będzie jej potrzebował. Upadek Adama wynikał z jego pragnienia posiadania i kontrolowania ziemi. Stan dziewictwa niósł tchnienie czystego czasu Adamowego. Jan Chryzostom głosił potrzebę kontroli popędu, ale bardziej koncentrował się na innych sprawach np. jałmużny bogactw itd. W Syrii żyły „osoby anielskie” nawiązywało do ruchu enkratyków z II w. Wierzyły one, że Duch Boży może wynieść kobiety i mężczyzn ponad normalne konieczności i niebezpieczeństwa ludzkiej kondycji. Ruch messalian, traktował popęd płciowy za przejaw diabelskich sił.
Ambroży z Zachodu nie znał enkratyków i ascetów ze Wschodu. Tylko w izolowanych miejscach chrześcijanin z Zachodu mógł dążyć do świętości. Wysoką pozycję posiadały poświęcone dziewice. Stanowiły one swoisty ruch ascetyczny, jego patronkami były kobiety ze elit. Ambroży akcentował wyższość umysłu, prymat woli, był bardzo wyczulony na słabości ciała. Przyoblec się w Chrystusa, oznaczało przemienić cielesność. Z Chrystusem można okiełznać pożądliwe ciało i stopniowo wznosić się ku górze. Ciało miało być oglądane w jasnym świetle spowijającym nieskalane ciało Chrystusa Pana, jednak w ciele człowieka była okropna blizna – seksualność. Najważniejsze było w jego myśli narodzenie Chrystusa z dziewicy. Poczęcie i życie Jezusa było pozbawione popędu, było mostem między obecnym upadłym stanem ludzkości, a jego przemianą przyszła podczas Zmartwychwstania. Ciało Jezusa wolne od skazy poczęcia i popędu było znakiem doskonałej istoty ludzkiej. Ambroży twierdził, że ciało ludzkie może zostać odkupione tylko przez ciało zrodzone dziewiczo, bez żądzy płciowej. Maryja była aula pudoris – królewską komnatą niepokalanej czystości. Ambroży bronił tezy, że Maryja była zawsze dziewicą.
Św. Hieronim był Ojcem Kościoła i ascetą. Uważał za Orygenesem, że ideał niestrudzonej ascetycznej pracy umysłowej połączony z codziennym rozpamiętywaniem rozkoszy Prawa mógł objąć także dojrzałe i wykształcone kobiety. Dla Hieronima ciało było mrocznym lasem pełnym dzikich bestii, które można było kontrolować tylko przez ścisłą dietę i rygorystycznie unikanie podniet seksualnych. Kobieta i mężczyzna to istoty nieuleczalnie seksualne, są nawzajem dla siebie źródłem pokusy. Hieronim dokonał seksualizacji Pawłowej koncepcji cielesności. Mówił, że pierwsze małżeństwo to godna pożałowania kapitulacja, ale wybaczalna. Drugie małżeństwo to krok do burdelu. Kapłani Kościoła katolickiego powstrzymywali się od stosunków seksualnych, tak jak żydowscy arcykapłani, ponieważ ołtarz Nowego Prawa świętszy jest od Starego. Hieronim wręcz obsesyjnie wychwalał czystość. Ambrozjaster twierdził, że seksualność można poddać samokontroli, zalecał długie okresy abstynencji dla małżonków. Ideał nieba Hieronima stanowiło rzymskie społeczeństwo, z którego usunięto szkodliwe pragnienia. Św. Augustyn z Hippony w czasie swojej młodości dużo przebywał u manichejczyków, którzy wyznawali skrajnie dualistyczną wiarę, to co cielesne uznawali za złe. W ich wspólnocie występowali tzw. wybrani, bezdomni i żyjący w ścisłym celibacie. Sam Augustyn jako młody człowiek miał konkubinę. Po jego nawróceniu zaszły wielkie zmiany w jego postrzeganiu seksualności. Po 400 roku Augustyn pisał o Adamie Ewie jako o istotach fizycznych z płciowością. Bóg umieścił ich w raju, aby stworzyli lud. Anielski stan rodziców był przyszłością. Augustyn był przeciwny wzniosłym koncepcjom czystości Hieronima. Katolików uspokajał, że małżeństwo jest fundamentem całego społeczeństwa i nie jest wynikiem przypadku. Jednak seksualność dalej niepokoiła, seks był drugorzędny wobec przyjaźni. Najpierw pojawiała się przyjaźń, potem seks. W raju seks wynikał ze świadomej woli człowieka. Harmonijne małżeństwo trwało w abstynencji, oparte na prostoduszności i przyjaźni. pierwotnie Adam i Ewa cieszyli się harmonią duszy i ciała. Ale pisząc dalej Augustyn uznał popęd za symptom upadku Adama. W dziewiczych narodzinach Chrystusa Maryja odzyskała harmonię Ewy. Dla Grzegorza z Nyssy i Jana Chryzostoma popęd był miłosiernym, ale prymitywnym remedium na śmierć. Dla Augustyna popęd był cieniem śmierci, który uderzał w wolną wolę człowieka.
Julian, biskup Eklanum twierdził że rezygnacja z seksu nie jest konieczna, żądza seksualna nie jest zepsuta i bezbożna. sugerował, że obecny popęd był różny od tego, którym Bóg obdarzył Adama i Ewę w raju. Żądzę niekiedy trzeba kontrolować, ale nigdy nie można jej nazywać upadłą. Bronił on popędu seksualnego (był żonaty), uznawał, że rozkosz seksualna nie jest przejawem złego zwichnięcia natury ludzkiej. Występował przeciw poglądom Augustyna. Tylko nadużywanie żądzy zasługiwało na karcenie. Ludzie w małżeństwie muszą akceptować libido. Dodawał do tego pelagiańską wiarę w możliwość poddania płciowości władzy woli. Dla ogółu chrześcijan w IV wieku seks w małżeństwie nie był zły, wyjątek manichejczycy i messalianie (popęd to diabelska siła). Augustyn twierdził, że doznanie seksualności wymknęło się spod kontroli, dla niego w seksualności pobrzmiewało echo nieodwracalnego skutku pierwszego grzechu ludzkości. Augustyn uznawał popęd w małżeństwie, ale popęd namiętny był w konflikcie z prawem umysłu. W raju popęd był spokojny. W wizji Augustyna człowiek to istota upadła, więc musi poddać ciało dyscyplinie.
Chrześcijańska koncepcja płciowości zmierzała do wyłuskania osoby ludzkiej ze świata fizycznego. Koncentrowano się na sercu człowieka z pominięciem ciała. Doświadczenie płciowości odzwierciedlały pozycję ciała jako czegoś chwiejnego. Dla chrześcijan Bóg stworzył ciała, ale Adam ściągnął na nie hańbę śmierci i pożądania. Wraz z tym pojawiła się wrażliwość na nagość, której wcześniej w starożytności nie było. Chrześcijanie wyrażali nadzieja na przemianę ciała po Zmartwychwstaniu.
Kult Maryji Dziewicy i innych dziewic świadczył o silnej potrzebie absolutnej łączności z doskonałymi istotami ludzkimi. Chrystus i Maryja mieli ciała ludzkie, ale przemienione bez skazy. Maryja była matką, ale nie zburzyło to w niej ładu. Czułość Jezus – Maryja było pozbawione dwuznaczności. Chrystus miał doskonałe ciało. Kult Dziewicy były świetlista odwrotnością mrocznego mitu wspólnego upadłej ludzkości. Wszystko to wpłynęło na postrzeganie seksualności w chrześcijaństwie.

P. Brown, Ciało i społeczeństwo. Mężczyzni, kobiety i abstynencja seksualna we wczesnym chrześcijaństwie, tłumaczenie I. Kania, Kraków 2006.
W. Myszor, Pierwotne chrześcijaństwo. Idee i życie społeczne chrześcijan II i III wieku, Warszawa 2000.




środa, 14 sierpnia 2019

Aseksualność nabyta?


     Bardzo kontrowersyjny temat, w wielu osobach budzi szok, zdziwienie, wyśmianie. Jako, że swego czasu dużo udzielałem się na forum osób aseksualnych, nieco poznałem to środowisko. Ogólnie przyjmuje się tam, że raczej można się urodzić osobą seksualną, wierzę, że są w istocie takie osoby. Jednak tego tematu nie będę rozwijał.
Skupię się na tym jak to jest ze mną. Otóż od okresu dojrzewania pojawił się popęd seksualny, normalna rzecz, jednak z racji mojej gorliwości religijne wobec katolicyzmu uważałem wszystko, co związane z seksualnością za grzech. Miałem wypaczone podejście, trwało to latami. Tłumiłem w sobie popęd, nienawidziłem siebie za dawanie sobie w nim upustu. Potem zacząłem oddalać się od katolicyzmu, znalazłem własna wiarę i drogę do Bóstwa, jednak choć już seksualność nie była postrzegana jako coś złego, niemniej jednak nadal było to poczucie, że jest to niegodne mnie, że muszę nad sobą panować. Potem przez lata różnych zauroczeń, zakochań bez wzajemności, z reguły nie miałem odwagi wyznać uczucia. Gdy to robiłem, było za późno.
    W końcu w wieku 19 lat pojawiła się odwzajemniona pierwsza miłość. Przez około 8 miesięcy wszystko szło dobrze, jednak potem dziewczyna, która tak kochałem postanowiła zerwać, potem wróciła, lecz po kilku miesiącach ostatecznie zakończyła ten związek. Przestała kochać, ponadto zdradzała mnie i to dwukrotnie. Jednak ja zaślepiony miłością nie patrzyłem na to. Miałem niską samoocenę, więc uważałem, ze każda kobieta, która mnie pokocha, jest jedyna na świecie i innej nie będzie. Przez około 2 lata chodziłem za minioną miłością, spotykaliśmy się, rozmailiśmy, ale cóż nic ponadto w zasadzie. Nawet będąc w związku z nią nie doszło do kontaktu seksualnego, najwyżej pieszczot. Uważałem, że przyjdzie czas, jakoś nie śpieszyło mi się. Potem znów miotałem się a miłością i popędami, które starałem się tłumić. Często w kimś się podkochiwałem bez słowa i wzajemności.
     Potem w styczniu 2010 roku poznałem kolejną dziewczynę, tym razem to ona mnie pokochała, szybko staliśmy się parą. Byłą niezwykła, przebojowa, z charakterem i temperamentem. Już po miesiącu bycia razem doszło do mojego "pierwszego razu". Dziwnie się czułem, Potem był krótki czas upojenia tym, ale szybko to wygasło. Nie wiem czy był to efekt, że wracało to co kiedyś w sobie tłumiłem, to poczucie, że to niegodne. Faktem jest, że zaczytywałem się w lekturze duchowej, bliskiej tematom ascetycznym i to mi imponowało. W ogóle od samego początku jeśli chodzi o relacje damsko-męskie miałem bardzo idealistyczne podejście, bliskie miłości platonicznej, czysto zielone bez popędu. Bylem aktywny seksualnie ze względu na ukochaną, jednak stopniowo czułem się z tym coraz gorzej, w końcu zmuszałem się do zbliżeń dla niej. Gdy podczas studiów widzieliśmy się raz w tygodniu to tak seksu było dla mnie za dużo. Ten proces postępował, w końcu po ponad roku doszło do pierwsze rozstania, ale na 2 tygodnie. Ukochana wiedziała w czym problem i nakazała nad tym popracować, jeśli mi zależy. Miałem polubić aktywność seksualną także względem siebie. Ponieważ bałem się zostać sam, niby nad tym pracowałem, chciałem być z nią, bo mimo wszystko bez niej nie widziałem swego życia. Wróciliśmy do siebie, jednak szybko pojawił się ten sam problem w końcu po 1,5 roku bycia razem rozstaliśmy się. Nie chciałem jej oszukiwać i oszukiwać samego siebie, działać wbrew sobie. Pierwszy raz w życiu podjąłem najtrudniejszą decyzję w moim życiu i iście męską, zakończyłem ten związek.
Było ciężko, przez pól roku odkochiwałem się, oddając się nauce na studiach i pracy po zajęciach. Znów na studiach będąc we Wrocławiu ulegałem przelotnym zauroczeniom w rożnych dziewczynach, głównie poznanych w sieci. Od dziecka przecież zawsze byłem nieśmiały, spotykałem się z wieloma, ale z reguły było to jedno spotkanie na zasadzie rozmowy i koniec, więcej przegadałem wirtualnie.
W 2012 roku zakochałem się w dziewczynie tak poznanej, była ideałem mojego piękna i podrywała mnie, myślałem, że w istocie czegoś chce. W końcu spotkaliśmy się, było miło, nawet pieszczoty i w ogóle, ale dziwne to było. Wiedziałem, że się zakocham i to było u mnie normalne, każdy bliższy kontakt zawsze niósł u mnie miłosne uczucia. Jednak ta dziewczyna zerwała kontakt, potem w końcu się dowiedziałem, że tylko się "bawiła". Byłem zawiedziony, cóż znów miotałem się w porywach serca. Szkoda to rozwijać, ta sama śpiewka nieustannie. 2013 roku wraz kolejnym rokiem akademickim rzuciłem studia, czułem, że wypaliłem się, nie potrafiłem pozbierać myśli odnaleźć się w nauce, niska samoocenę, a w zasadzie pogarda do siebie, ponadto melancholijne, apatyczne podejście przesądziło sprawę. Chwilowo pracowałem we Wrocławiu, Potem wróciłem do mojego ukochanego miasta. Tam pracowałem na sezonie przy skupie ziemniaków z bratem. W tym czasie poznałem pewną dziewczynę oczywiście wirtualnie, dobrze się rozmawiało, szybko się spotkaliśmy i cóż alkohol, popęd seksualny dało sobie upust. Była drugą dziewczyną z którą się kochałem. To było taki romans, niby przeważał zwykły popęd, ale w istocie oczywista sprawa, bo znów się zakochałem, z każdym zbliżeniem coraz bardziej, trwało to 1-2 tygodnie, jednak znów idealistyczna miłość w moim wykonaniu brała górę nad zwykłym popędem, w istocie znów zmuszałem się do kontaktu seksualnego ze względu na dziewczynę, a sam bylem na to niemal znieczulony. Tak jak z pierwszą dziewczyną tak i z tą widziałem, że nawet nie zależało mi na mojej rozkoszy, mogłem obyć się bez. Miałem takie podejście, zadowolić dziewczynę i już ze względu na nią, ale wbrew sobie, bo nie przepadałem za miłosnymi zbliżeniami. To oraz jej niezdecydowanie i obawa, że za bardzo się zakochałem doprowadziły, że zerwała tą znajomość, prze z kilka dni łaziłem za nią, wydzwaniałem itd. Bylem nachalny, jednak ona postanowiła zerwać to całkiem. Nie mogłem się w tym odnaleźć, totalne załamanie.
Powoli jednak dostrzegłem wreszcie to wszystko. Szczyt frustracji, goryczy uświadomienia swojego wypaczonego podejścia do miłości na zasadzie już od razu zakochanie, bieganie za kobietami, płaszczenie się, to wszystko po moich przemyśleniach sprawiło, że postanowiłem zakończyć w wielkiej frustracji gonitwy za miłością. W efekcie stopniowo też popęd seksualny jakby przygasał, ponadto potem wyjechałem do Holandii tamtejsza praca ponad siły w zasadzie doprowadziły do zaniku libido. Do tego doszły problemy zdrowia psychicznego, apatia, melancholia to wszystko doprowadziło do zaniku popęd seksualnego, o dziwo jednak tym razem już mi tego nie brakowało, nawet nie chciałem dawać temu ujścia. Stało się to końcem 2014 roku i w zasadzie ten stan trwa do dziś. Od czasu do czasu w nocy pojawiała się polucje, cóż ciało musi mieć swoje ujście, jednak fantazje, sny erotyczne od lat już zanikły. 
Moja seksualność stała się dla mnie czymś minionym oddzielnym ode mnie. Czymś co w ogóle mnie nie interesuje, zanikła też chęć znalezienia partnerki w miłości. Prędzej towarzyszki na zasadzie kontaktów bez seksu i jakichkolwiek pieszczot. Trwa to już tyle czasu i w zasadzie nie jest mi z tym źle w sensie duchowym, jednak brak seksu pewnie ma też negatywny wpływ na zdrowie. Stałem się bardziej nerwowy, drażliwy, marnie się, pojawiło się umiłowanie dobrego jedzenia i picia. Ponadto mam swoje pasje, głownie moje handmade w istocie seks dla mnie przestał istnieć. Od lat nie oglądam nawet jakiejkolwiek pornografii, nawet gdy bywała, to po 5 minutach wyłączałem, bo mnie to nudziło, w głębi serca jakoś odpychało w swojej zwulgaryzowanej postaci. Onanizm zanikł lata temu. W głębi serca jednak cieszę, się, że jestem wolny od przymusu popędu seksualnego, ponieważ lubię mieć kontrolę nad sobą, niestety straciłem kontrolę w innych sprawach. Czasem chciałbym z kimś porozmawiać, przytulić się tylko, ale w istocie nie ma nikogo. Co więcej po Holandii w zasadzie popadłem w izolacje samotności. Od lat nie prowadzę żadnego życia towarzyskiego, w moim mieście choć są osoby, z którymi mógłbym się spotkać, to wpadłem w swoją sztywną, egoistyczną rutynę i przymus. Muszę to, tamto, ćwiczenia, spacery, gotowanie, handame muzyka, obowiązki domowe, praca tak mijają dni. Z pewnością nie jestem aseksualny od urodzenia, jednak myślę, że wskutek moje zaburzonego podejścia do seksualności, doświadczeń i innych priorytetów, zajęć seksualności zanikła, libido zamarło. Mam wrażenie, że ciało ciągle jest zmęczone, pewnie stąd zanik libido, ponadto problemy z depresją, niedobory snu i oczywiście nieustanny stres. Jednak sam określam siebie jako kogoś w zasadzie aseksualnego, w końcu jest to brak zainteresowania seksem. Szanuje seksualności jako część życia człowieka, ale uważam, ze to domena innych, mi to nie jest potrzebne po prostu...

Niedawno napisałem te słowa, jednak ostatnie problemy ze zdrowiem, pobyt w szpitalu, konsulacie z lekarzami i badania rzuciły kolejne światło na jedną  przyczyn mojej nabytej aseksualności. Przy czym to tym napisze przy innej okazji. Z pewnością jednak nauczyłem się żyć bez seksu i czuję, wręcz wiem, ze jest on mi zbędny.