środa, 14 sierpnia 2019

Aseksualność nabyta?


     Bardzo kontrowersyjny temat, w wielu osobach budzi szok, zdziwienie, wyśmianie. Jako, że swego czasu dużo udzielałem się na forum osób aseksualnych, nieco poznałem to środowisko. Ogólnie przyjmuje się tam, że raczej można się urodzić osobą seksualną, wierzę, że są w istocie takie osoby. Jednak tego tematu nie będę rozwijał.
Skupię się na tym jak to jest ze mną. Otóż od okresu dojrzewania pojawił się popęd seksualny, normalna rzecz, jednak z racji mojej gorliwości religijne wobec katolicyzmu uważałem wszystko, co związane z seksualnością za grzech. Miałem wypaczone podejście, trwało to latami. Tłumiłem w sobie popęd, nienawidziłem siebie za dawanie sobie w nim upustu. Potem zacząłem oddalać się od katolicyzmu, znalazłem własna wiarę i drogę do Bóstwa, jednak choć już seksualność nie była postrzegana jako coś złego, niemniej jednak nadal było to poczucie, że jest to niegodne mnie, że muszę nad sobą panować. Potem przez lata różnych zauroczeń, zakochań bez wzajemności, z reguły nie miałem odwagi wyznać uczucia. Gdy to robiłem, było za późno.
    W końcu w wieku 19 lat pojawiła się odwzajemniona pierwsza miłość. Przez około 8 miesięcy wszystko szło dobrze, jednak potem dziewczyna, która tak kochałem postanowiła zerwać, potem wróciła, lecz po kilku miesiącach ostatecznie zakończyła ten związek. Przestała kochać, ponadto zdradzała mnie i to dwukrotnie. Jednak ja zaślepiony miłością nie patrzyłem na to. Miałem niską samoocenę, więc uważałem, ze każda kobieta, która mnie pokocha, jest jedyna na świecie i innej nie będzie. Przez około 2 lata chodziłem za minioną miłością, spotykaliśmy się, rozmailiśmy, ale cóż nic ponadto w zasadzie. Nawet będąc w związku z nią nie doszło do kontaktu seksualnego, najwyżej pieszczot. Uważałem, że przyjdzie czas, jakoś nie śpieszyło mi się. Potem znów miotałem się a miłością i popędami, które starałem się tłumić. Często w kimś się podkochiwałem bez słowa i wzajemności.
     Potem w styczniu 2010 roku poznałem kolejną dziewczynę, tym razem to ona mnie pokochała, szybko staliśmy się parą. Byłą niezwykła, przebojowa, z charakterem i temperamentem. Już po miesiącu bycia razem doszło do mojego "pierwszego razu". Dziwnie się czułem, Potem był krótki czas upojenia tym, ale szybko to wygasło. Nie wiem czy był to efekt, że wracało to co kiedyś w sobie tłumiłem, to poczucie, że to niegodne. Faktem jest, że zaczytywałem się w lekturze duchowej, bliskiej tematom ascetycznym i to mi imponowało. W ogóle od samego początku jeśli chodzi o relacje damsko-męskie miałem bardzo idealistyczne podejście, bliskie miłości platonicznej, czysto zielone bez popędu. Bylem aktywny seksualnie ze względu na ukochaną, jednak stopniowo czułem się z tym coraz gorzej, w końcu zmuszałem się do zbliżeń dla niej. Gdy podczas studiów widzieliśmy się raz w tygodniu to tak seksu było dla mnie za dużo. Ten proces postępował, w końcu po ponad roku doszło do pierwsze rozstania, ale na 2 tygodnie. Ukochana wiedziała w czym problem i nakazała nad tym popracować, jeśli mi zależy. Miałem polubić aktywność seksualną także względem siebie. Ponieważ bałem się zostać sam, niby nad tym pracowałem, chciałem być z nią, bo mimo wszystko bez niej nie widziałem swego życia. Wróciliśmy do siebie, jednak szybko pojawił się ten sam problem w końcu po 1,5 roku bycia razem rozstaliśmy się. Nie chciałem jej oszukiwać i oszukiwać samego siebie, działać wbrew sobie. Pierwszy raz w życiu podjąłem najtrudniejszą decyzję w moim życiu i iście męską, zakończyłem ten związek.
Było ciężko, przez pól roku odkochiwałem się, oddając się nauce na studiach i pracy po zajęciach. Znów na studiach będąc we Wrocławiu ulegałem przelotnym zauroczeniom w rożnych dziewczynach, głównie poznanych w sieci. Od dziecka przecież zawsze byłem nieśmiały, spotykałem się z wieloma, ale z reguły było to jedno spotkanie na zasadzie rozmowy i koniec, więcej przegadałem wirtualnie.
W 2012 roku zakochałem się w dziewczynie tak poznanej, była ideałem mojego piękna i podrywała mnie, myślałem, że w istocie czegoś chce. W końcu spotkaliśmy się, było miło, nawet pieszczoty i w ogóle, ale dziwne to było. Wiedziałem, że się zakocham i to było u mnie normalne, każdy bliższy kontakt zawsze niósł u mnie miłosne uczucia. Jednak ta dziewczyna zerwała kontakt, potem w końcu się dowiedziałem, że tylko się "bawiła". Byłem zawiedziony, cóż znów miotałem się w porywach serca. Szkoda to rozwijać, ta sama śpiewka nieustannie. 2013 roku wraz kolejnym rokiem akademickim rzuciłem studia, czułem, że wypaliłem się, nie potrafiłem pozbierać myśli odnaleźć się w nauce, niska samoocenę, a w zasadzie pogarda do siebie, ponadto melancholijne, apatyczne podejście przesądziło sprawę. Chwilowo pracowałem we Wrocławiu, Potem wróciłem do mojego ukochanego miasta. Tam pracowałem na sezonie przy skupie ziemniaków z bratem. W tym czasie poznałem pewną dziewczynę oczywiście wirtualnie, dobrze się rozmawiało, szybko się spotkaliśmy i cóż alkohol, popęd seksualny dało sobie upust. Była drugą dziewczyną z którą się kochałem. To było taki romans, niby przeważał zwykły popęd, ale w istocie oczywista sprawa, bo znów się zakochałem, z każdym zbliżeniem coraz bardziej, trwało to 1-2 tygodnie, jednak znów idealistyczna miłość w moim wykonaniu brała górę nad zwykłym popędem, w istocie znów zmuszałem się do kontaktu seksualnego ze względu na dziewczynę, a sam bylem na to niemal znieczulony. Tak jak z pierwszą dziewczyną tak i z tą widziałem, że nawet nie zależało mi na mojej rozkoszy, mogłem obyć się bez. Miałem takie podejście, zadowolić dziewczynę i już ze względu na nią, ale wbrew sobie, bo nie przepadałem za miłosnymi zbliżeniami. To oraz jej niezdecydowanie i obawa, że za bardzo się zakochałem doprowadziły, że zerwała tą znajomość, prze z kilka dni łaziłem za nią, wydzwaniałem itd. Bylem nachalny, jednak ona postanowiła zerwać to całkiem. Nie mogłem się w tym odnaleźć, totalne załamanie.
Powoli jednak dostrzegłem wreszcie to wszystko. Szczyt frustracji, goryczy uświadomienia swojego wypaczonego podejścia do miłości na zasadzie już od razu zakochanie, bieganie za kobietami, płaszczenie się, to wszystko po moich przemyśleniach sprawiło, że postanowiłem zakończyć w wielkiej frustracji gonitwy za miłością. W efekcie stopniowo też popęd seksualny jakby przygasał, ponadto potem wyjechałem do Holandii tamtejsza praca ponad siły w zasadzie doprowadziły do zaniku libido. Do tego doszły problemy zdrowia psychicznego, apatia, melancholia to wszystko doprowadziło do zaniku popęd seksualnego, o dziwo jednak tym razem już mi tego nie brakowało, nawet nie chciałem dawać temu ujścia. Stało się to końcem 2014 roku i w zasadzie ten stan trwa do dziś. Od czasu do czasu w nocy pojawiała się polucje, cóż ciało musi mieć swoje ujście, jednak fantazje, sny erotyczne od lat już zanikły. 
Moja seksualność stała się dla mnie czymś minionym oddzielnym ode mnie. Czymś co w ogóle mnie nie interesuje, zanikła też chęć znalezienia partnerki w miłości. Prędzej towarzyszki na zasadzie kontaktów bez seksu i jakichkolwiek pieszczot. Trwa to już tyle czasu i w zasadzie nie jest mi z tym źle w sensie duchowym, jednak brak seksu pewnie ma też negatywny wpływ na zdrowie. Stałem się bardziej nerwowy, drażliwy, marnie się, pojawiło się umiłowanie dobrego jedzenia i picia. Ponadto mam swoje pasje, głownie moje handmade w istocie seks dla mnie przestał istnieć. Od lat nie oglądam nawet jakiejkolwiek pornografii, nawet gdy bywała, to po 5 minutach wyłączałem, bo mnie to nudziło, w głębi serca jakoś odpychało w swojej zwulgaryzowanej postaci. Onanizm zanikł lata temu. W głębi serca jednak cieszę, się, że jestem wolny od przymusu popędu seksualnego, ponieważ lubię mieć kontrolę nad sobą, niestety straciłem kontrolę w innych sprawach. Czasem chciałbym z kimś porozmawiać, przytulić się tylko, ale w istocie nie ma nikogo. Co więcej po Holandii w zasadzie popadłem w izolacje samotności. Od lat nie prowadzę żadnego życia towarzyskiego, w moim mieście choć są osoby, z którymi mógłbym się spotkać, to wpadłem w swoją sztywną, egoistyczną rutynę i przymus. Muszę to, tamto, ćwiczenia, spacery, gotowanie, handame muzyka, obowiązki domowe, praca tak mijają dni. Z pewnością nie jestem aseksualny od urodzenia, jednak myślę, że wskutek moje zaburzonego podejścia do seksualności, doświadczeń i innych priorytetów, zajęć seksualności zanikła, libido zamarło. Mam wrażenie, że ciało ciągle jest zmęczone, pewnie stąd zanik libido, ponadto problemy z depresją, niedobory snu i oczywiście nieustanny stres. Jednak sam określam siebie jako kogoś w zasadzie aseksualnego, w końcu jest to brak zainteresowania seksem. Szanuje seksualności jako część życia człowieka, ale uważam, ze to domena innych, mi to nie jest potrzebne po prostu...

Niedawno napisałem te słowa, jednak ostatnie problemy ze zdrowiem, pobyt w szpitalu, konsulacie z lekarzami i badania rzuciły kolejne światło na jedną  przyczyn mojej nabytej aseksualności. Przy czym to tym napisze przy innej okazji. Z pewnością jednak nauczyłem się żyć bez seksu i czuję, wręcz wiem, ze jest on mi zbędny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz