czwartek, 1 sierpnia 2019

Wierzący niepraktykujący


Problem wierzących niepraktykujących jest cały czas aktualny. Oczywiście praktykujący w katolickim rozumieniu to taki, który chodzi w niedzielę i święta do kościoła. W praktyce dość często cała katolicka religijność na tym się opiera. Jeśli chodzisz do kościoła to jesteś wierzący, a jeśli nie to jesteś niewierzący. Tymczasem jest to bardzo powierzchowne myślenie. Do kościoła ludzie chodzą z różnych powodów: dla Boga, z przyzwyczajenia, z obowiązku, przymusu. Ludziom bardzo łatwo jest oddzielić sacrum od profanum, w jeden dzień tygodnia pójdzie się do kościoła pomodli, a reszta tygodnia bywa niemal pozbawiona wiary, która najlepiej realizuje się w czynie. Oczywiście wszyscy błądzimy jednak nie można się usprawiedliwiać swoją niedoskonałością i nie robić zupełnie nic. Kościołowi udało się wmówić wielu ludziom pewien schemat myślenia: Bóg = Kościół. Tymczasem nie jest to tak proste i oczywiste. Jest wielu ludzi, którzy wierzą w Boga, ale do Kościoła mają ograniczone zaufanie bądź w ogóle nie liczą się ze zdaniem Kościoła. Najczęściej jest to efekt rozczarowania działaniami kleru. Tacy ludzie mogą chodzić do kościoła od czasu do czasu, osobiście wierzą, nie przyjmują wszystkiego co mówi Kościół, ponieważ zdają sobie sprawę z ułomności tej instytucji, którą przecież tworzą ludzie. Pamiętam jednego kolegę z akademika, który wyznał, że chodzi do kościoła, gdy odczuwa taką potrzebę, wtedy byłem jeszcze ortodoksyjnym katolikiem i dziwiłem się takiemu sposobowi myślenia, jednak już wtedy widziałem, że taka motywacja pójścia do kościoła miała jedną zaletę: szczerość. Teraz sam jestem jednym z tych, który podziela takie myślenie. Chodzę do kościoła „w kratkę”, nie biorę udziału w sakramentach pokuty i komunii, niemniej jednak od czasu do czasu wybieram się do świątyni. Jednocześnie wiem, że Bogu można oddawać cześć w innych miejscach, jednak świątynia daje ku temu dobre warunki, więc dlaczego całkowicie ją odrzucać? Nie wierzę we wszystko w co powinien katolik, ale wierzę w Boga, Siłę i Moc całego Wszechświata. Sam określam siebie mianem „wierzącego heretyka”, czytam nie tylko Biblię, ale i teksty niekanoniczne, mistyków tak chrześcijańskich jak i niechrześcijańskich, ponieważ wierzę, że wszyscy wierzymy w Jednego Boga, Jedną Ostateczną Rzeczywistość.
Wśród moich znajomych nie brak postawy: Bóg i wiara tak, ale Kościół i księża niespecjalnie. Wróćmy jednak do sprawy wierzących niepraktykujących, często spotyka się zarzut, że bycie wierzącym niepraktykującym jest jak bycie niepraktykującym nudystą. Nie zgadzam się z takim porównaniem, przede wszystkim dlatego, że wiara zostaje sprowadzona do uczęszczania na msze świętą. A przecież nie chodzi tylko o to, praktyką jest również czytanie Pisma Świętego, zastanawianie się nad swoją wiarą, pogłębianie jej, godne i moralne postępowanie, dyskusja na temat wiary z inną wierzącą osobą. Zauważyłem, że dyskusje na temat wiary wśród tych, którzy są wierzący są raczej rzadkie. Wiem to z własnego doświadczenia, jedyna dyskusja z jaką przeprowadziłem na temat wiary dotyczyła Zmartwychwstania Chrystusa, a dokładnie czy powstał w ciele czy był po prostu duchem. Była właściwie jedyna dłuższa dyskusja na temat wiary jaką przeprowadziłem z moją mamą. Dziewczyna, z którą jestem jakiś czas temu wyznała, że właściwie nie rozmawia na tematy wiary ze swoimi bliskim. Często jest tak, ze wiara sprowadza się jedynie do udziału w mszy świętej i sprawa zamknięta.
Przy okazji można również wyróżnić kategorię niewierzących praktykujących, przykładem był mój brat, chodził do kościoła, bo taki był wymóg w naszej rodzinie dopóki nie osiągnie pełnoletności. Nie widział sensu w siedzeniu na mszy i właściwie się wyłączał, od jakiegoś roku przestał uczęszczać do kościoła, sam mu się nie dziwię, jeśli nie widzi w tym sensu to nic na siłę. Myślę, że jest całkiem sporo przykładów niewierzących praktykujących, ale bardziej krytykuje się tych wierzących niepraktykujących, tymczasem jak już napisałem wiara w Boga może się obejść bez udziału w mszy świętej, wiara jest czymś więcej od chodzenia do kościoła, choć nie przeczę, że dla części ludzi z pewnością może ubogacać ich wiarę. Sam wobec krytyki niepraktykujących lubię mówić, że Jezus też nie chodził co niedzielę na mszę. Przecież był on bardzo nieortodoksyjny w swoim judaizmie. To nie surowa litera nakazów religijnych, lecz Miłość miała być wypełnieniem Prawa. Myślę, że właśnie to miał na myśli Jezus mówiąc, że nie przyszedł zmieniać Prawa i Proroków lecz je wypełnić ( Mt 5, 17)
Wśród starszego pokolenia wydaje się dominować pogląd, w myśl, którego wiara w Boga jest równoznaczna z katolicyzmem, jednak u młodszego pokolenia takie myślenie nie jest aż tak rozpowszechnione. Na moich studiach, właściwie nie ma osób gorliwych religijnie, a jeśli są, pozostają niezauważalne. Spośród tych, których znam lepiej widzę postawę wiary w Boga i krytyczne podejście do Kościoła. Przy okazji warto dodać, ze krytyczne podejście nie jest równoznaczne z antyklerykalizmem czy antyteizmem. Można jak najbardziej wierzyć i to bez coniedzielnego obowiązku mszy świętej, co więcej taka wiara może być głębsza, oczywiście nie jest to regułą, jednak to już temat na oddzielną notkę.
Obecnie po latach poszukiwań, najbliżej mi do gnozy chrześcijańskiej, ale ten temat jeszcze rozwinę w innym wpisie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz