Problem
wierzących niepraktykujących jest cały czas aktualny. Oczywiście
praktykujący w katolickim rozumieniu to taki, który chodzi w
niedzielę i święta do kościoła. W praktyce dość często cała
katolicka religijność na tym się opiera. Jeśli chodzisz do
kościoła to jesteś wierzący, a jeśli nie to jesteś niewierzący.
Tymczasem jest to bardzo powierzchowne myślenie. Do kościoła
ludzie chodzą z różnych powodów: dla Boga, z przyzwyczajenia, z
obowiązku, przymusu. Ludziom bardzo łatwo jest oddzielić sacrum od
profanum, w jeden dzień tygodnia pójdzie się do kościoła
pomodli, a reszta tygodnia bywa niemal pozbawiona wiary, która
najlepiej realizuje się w czynie. Oczywiście wszyscy błądzimy
jednak nie można się usprawiedliwiać swoją niedoskonałością i
nie robić zupełnie nic. Kościołowi udało się wmówić wielu
ludziom pewien schemat myślenia: Bóg = Kościół. Tymczasem nie
jest to tak proste i oczywiste. Jest wielu ludzi, którzy wierzą w
Boga, ale do Kościoła mają ograniczone zaufanie bądź w ogóle
nie liczą się ze zdaniem Kościoła. Najczęściej jest to efekt
rozczarowania działaniami kleru. Tacy ludzie mogą chodzić do
kościoła od czasu do czasu, osobiście wierzą, nie przyjmują
wszystkiego co mówi Kościół, ponieważ zdają sobie sprawę z
ułomności tej instytucji, którą przecież tworzą ludzie.
Pamiętam jednego kolegę z akademika, który wyznał, że chodzi do
kościoła, gdy odczuwa taką potrzebę, wtedy byłem jeszcze
ortodoksyjnym katolikiem i dziwiłem się takiemu sposobowi myślenia,
jednak już wtedy widziałem, że taka motywacja pójścia do
kościoła miała jedną zaletę: szczerość. Teraz sam jestem
jednym z tych, który podziela takie myślenie. Chodzę do kościoła
„w kratkę”, nie biorę udziału w sakramentach pokuty i komunii,
niemniej jednak od czasu do czasu wybieram się do świątyni.
Jednocześnie wiem, że Bogu można oddawać cześć w innych
miejscach, jednak świątynia daje ku temu dobre warunki, więc
dlaczego całkowicie ją odrzucać? Nie wierzę we wszystko w co
powinien katolik, ale wierzę w Boga, Siłę i Moc całego
Wszechświata. Sam określam siebie mianem „wierzącego heretyka”,
czytam nie tylko Biblię, ale i teksty niekanoniczne, mistyków tak
chrześcijańskich jak i niechrześcijańskich, ponieważ wierzę, że
wszyscy wierzymy w Jednego Boga, Jedną Ostateczną Rzeczywistość.
Wśród moich znajomych
nie brak postawy: Bóg i wiara tak, ale Kościół i księża
niespecjalnie. Wróćmy jednak do sprawy wierzących
niepraktykujących, często spotyka się zarzut, że bycie wierzącym
niepraktykującym jest jak bycie niepraktykującym nudystą. Nie
zgadzam się z takim porównaniem, przede wszystkim dlatego, że
wiara zostaje sprowadzona do uczęszczania na msze świętą. A
przecież nie chodzi tylko o to, praktyką jest również czytanie
Pisma Świętego, zastanawianie się nad swoją wiarą, pogłębianie
jej, godne i moralne postępowanie, dyskusja na temat wiary z inną
wierzącą osobą. Zauważyłem, że dyskusje na temat wiary wśród
tych, którzy są wierzący są raczej rzadkie. Wiem to z własnego
doświadczenia, jedyna dyskusja z jaką przeprowadziłem na temat
wiary dotyczyła Zmartwychwstania Chrystusa, a dokładnie czy powstał
w ciele czy był po prostu duchem. Była właściwie jedyna dłuższa
dyskusja na temat wiary jaką przeprowadziłem z moją mamą.
Dziewczyna, z którą jestem jakiś czas temu wyznała, że właściwie
nie rozmawia na tematy wiary ze swoimi bliskim. Często jest tak, ze
wiara sprowadza się jedynie do udziału w mszy świętej i sprawa
zamknięta.
Przy
okazji można również wyróżnić kategorię niewierzących
praktykujących, przykładem był mój brat, chodził do kościoła,
bo taki był wymóg w naszej rodzinie dopóki nie osiągnie
pełnoletności. Nie widział sensu w siedzeniu na mszy i właściwie
się wyłączał, od jakiegoś roku przestał uczęszczać do
kościoła, sam mu się nie dziwię, jeśli nie widzi w tym sensu to
nic na siłę. Myślę, że jest całkiem sporo przykładów
niewierzących praktykujących, ale bardziej krytykuje się tych
wierzących niepraktykujących, tymczasem jak już napisałem wiara w
Boga może się obejść bez udziału w mszy świętej, wiara jest
czymś więcej od chodzenia do kościoła, choć nie przeczę, że
dla części ludzi z pewnością może ubogacać ich wiarę. Sam
wobec krytyki niepraktykujących lubię mówić, że Jezus też nie
chodził co niedzielę na mszę. Przecież był on bardzo
nieortodoksyjny w swoim judaizmie. To nie surowa litera nakazów
religijnych, lecz Miłość miała być wypełnieniem Prawa. Myślę,
że właśnie to miał na myśli Jezus mówiąc, że nie przyszedł
zmieniać Prawa i Proroków lecz je wypełnić ( Mt 5, 17)
Wśród
starszego pokolenia wydaje się dominować pogląd, w myśl, którego
wiara w Boga jest równoznaczna z katolicyzmem, jednak u młodszego
pokolenia takie myślenie nie jest aż tak rozpowszechnione. Na moich
studiach, właściwie nie ma osób gorliwych religijnie, a jeśli są,
pozostają niezauważalne. Spośród tych, których znam lepiej widzę
postawę wiary w Boga i krytyczne podejście do Kościoła. Przy
okazji warto dodać, ze krytyczne podejście nie jest równoznaczne z
antyklerykalizmem czy antyteizmem. Można jak najbardziej wierzyć i
to bez coniedzielnego obowiązku mszy świętej, co więcej taka
wiara może być głębsza, oczywiście nie jest to regułą, jednak
to już temat na oddzielną notkę.
Obecnie po latach poszukiwań, najbliżej mi do gnozy chrześcijańskiej, ale ten temat jeszcze rozwinę w innym wpisie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz